niedziela, 20 lutego 2022
piątek, 18 lutego 2022
Jeśli nadejdzie świt
nocny motyl
ćma
złudnym lśnieniem obsypana
trwasz uparcie
nieruchomiejesz
zatrzymujesz się w locie
by nagle wpaść
w migotliwe ochłapy światła
zwabiona nagrodą marnej wagi
spijasz łapczywie kropla po kropli
resztki utopijnej nadziei na to
że kiedyś wstanie dzień
z tęsknoty rzucasz się w ogień
nie spłoniesz
jesteś epitafium wydrapanym na kamiennej tablicy
jesteś jedynie wspomnieniem
cichą opowieścią naiwnego idioty
ja pozostanę w ciemności
nie zgadniesz
co zrobię
gdy nadejdzie świt
jeśli świt nadejdzie
Wiesław Fałkowski, HH, 30-01-2022
wtorek, 25 stycznia 2022
I miejsce w Konkursie NA POLONIJNEGO ARTYSTĘ ROKU
I miejsce w Konkursie NA POLONIJNEGO ARTYSTĘ ROKU pt. „Kreatorzy uczuć i wyobraźni” w ramach III MIĘDZYNARODOWEGO DNIA EDUKACJI POLONIJNEJ organizowanych przez Polish Academy of Social Sciences and Humanities w Londynie oraz Kwartalnik YPSILON czasopismo literacko-artystyczne.
Jestem zaszczycony. Czuję wielką radość, że moja twórczość została doceniona i uhonorowana. Takie chwile dodają skrzydeł. Dziękuję Jury Konkursu, gratuluję wszystkim uczestnikom i laureatom.
poniedziałek, 17 stycznia 2022
Donikąd
nosisz jeszcze ten jedwabny szalik
oplatający kiedyś szyję sklepowego manekina
zostaw go w szatni
będzie wisiał na haku
między innymi strzępami
rzeczy spraw wydarzeń
dawno zapomnianych
nie patrz w górę
pochyl głowę
patrz uważnie pod nogi
by nie zaczepić czubkiem buta
o fałdę na czerwonym dywanie
mamy tylko milion lat
zanim ponownie ożyją manekiny
pozostawione na pastwę wygłodniałych oczu
w oknach wystawowych
sklepów z odzieżą z drugiej ręki
dopadną cię
obedrą z resztek kobiecości
staniesz się przezroczysta
ani cię zobaczę
ani dotknę
ani pocałuję
Wiesław Fałkowski, HH, 17-01-2022
foto: falko
sobota, 15 stycznia 2022
Jak przestałem być symetrystą
Jak przestałem być symetrystą
Jestem samotnikiem. Może nie jest to do końca mój autonomiczny wybór. Tysiące mało istotnych oraz kilka fundamentalnych zdarzeń w moim życiu sprawiło, że zostałem samotnikiem. Cieszę się jednak, że od czasu do czasu ktoś mnie odwiedza albo zaprasza do siebie, aby mi coś opowiedzieć, posłuchać co ja mam do opowiedzenia, czyli – tak normalnie, po ludzku pogadać.
Znalazłem się ostatnio na spotkaniu towarzyskim. Atmosfera była bardzo miła: składaliśmy sobie życzenia noworoczne, jedliśmy wyśmienite potrawy przygotowane przez panią domu, popijaliśmy trunkami, o które zadbał gospodarz i jak ognia, bardzo politycznie, unikaliśmy tematów politycznych.
Ale i tu, jak w każdym dobrym przedstawieniu teatralnym, wisiała na ścianie naładowana strzelba, która nieuchronnie miała w jakimś momencie wystrzelić. I wystrzeliła. Jeden z moich przyjaciół nie wytrzymał spokojnego celebrowania i świątecznej atmosfery i wypalił, że “ten cały… – tu padło nazwisko powszechnie znanego polityka, który był kiedyś premierem naszego kraju – to jest zdrajca narodu, bo w niemieckiej telewizji mówił po niemiecku”. Odpowiedziałem spokojnie, że skoro zna się dobrze obce języki, to rozsądnie i elegancko jest w zagranicznej telewizji mówić w języku gospodarzy, np. w angielskiej – po angielsku, niemieckiej – po niemiecku, rosyjskiej – po rosyjsku itd. Zapytałem: o czym mówił? W odpowiedzi usłyszałem, że nie ważne o czym mówił, ale w niemieckiej telewizji mówił po niemiecku i jest w związku z tym zdrajcą narodu. Kiedy usłyszałem to po raz piąty, byłem już pewien, że żadne moje – zadeklarowanego symetrysty argumenty nie dotrą do mojego rozmówcy i miałem ochotę rzucić mu się do gardła. Szczęśliwie reszta towarzystwa uznała, że już czas się pożegnać i udać każdy w swoja stronę, czyli do domów.
Co stało się z nami, że w od dawna odczuwalnej bezradności, zatapiani oceanicznym wręcz przypływem nadmiaru informacji, szukając prostej wiedzy przestajemy słuchać innych punktów widzenia i akceptujemy iluzję prawdy. Przestajemy tolerować ambiwalencję i mimo inteligencji, a w skutek trudności z podejmowaniem wyzwań, za wszelką cenę chcemy podtrzymywać dualistyczny charakter naszego własnego świata: wszystko ma pozostać czarno-białe albo przynajmniej – biało-czerwone. Czasami zupełnie niespodziewanie i z dużym zaskoczeniem dostrzegamy, że nastąpił moment osądu i podjęcia decyzji ostatecznej – zamykamy się natychmiast w ciasnej skorupie porośniętej pąklami strachu i alternatywne strumienie informacji nie mają już do nas dostępu. Po pewnym czasie, otoczeni śluzem niepewności, tak chętnie słyszymy docierające do nas strzępy, tak bardzo oczekiwanych reklam oferujących pewność i zaczynamy odczuwać ukojenie. Powodowani potrzebą permanencji umacniamy swój jedynie słuszny punkt widzenia i w otaczającym chaosie nabieramy pewności siebie. Osiągamy cel ostateczny – domykamy się kognitywnie.
Na jak długo? Nie wiem. Ale zaryzykuję twierdzenie, że do czasu, kiedy utopijne jezioro, w którym zdecydowaliśmy się pływać wyschnie. Dopiero wówczas, przebierając rozpaczliwie rękoma i nogami, pozbędziemy się skorupy. Zaczniemy słuchać i samodzielnie myśleć.
A ja? No cóż, zrozumiałem, że nie można wiecznie siedzieć okrakiem na politycznym koźle. Prędzej, lub później trzeba spaść. Na prawą, czy na lewą – to nie jest ważne. Ważne by nie stracić z pola widzenia co jest po drugiej stronie. Bo tylko rozsądnie przedstawiając swój punkt widzenia, słuchając, starając się zrozumieć, dyskutując, spierając się – ale argumentując, jesteśmy w stanie wspólnie posuwać się do przodu, do celu.
Mimo mojej całej niechęci do polityki, pozostałem jednak wrażliwym obywatelem, chcąc nie chcąc, uwikłanym w różne polityczne gry i odczuwającym na własnej skórze konsekwencje rozgrywek u władzy. Nie tak łatwo jest mi pozbyć się przekonania, że obserwując scenę polityczną, zachowuję obiektywizm, a politycy są “wszyscy siebie warci”. Dotychczas powtarzałem, że zachowuję równy dystans do rządzących i opozycji. Zdałem sobie jednak sprawę, że przytrafiła nam się władza, która przekroczyła wszelkie granice, wymknęła się ze standardów rządzenia i wywołała poważny kryzys liberalnej demokracji.
Przyznam, że odczuwam przerażenie, kiedy czytam co mówi prof. Jason Stanley, amerykański filozof z Uniwersytetu Yale, w wywiadzie dla Polityki: “Macie faszystowską partię i faszystowskiego przywódcę…”, który mówi, że “trzeba pozbyć się demokracji, bo ona niszczy tradycję, a wy potrzebujecie naszych metod, by móc ją uratować. Jak poczytamy mowę Goebbelsa z 1935 r. pt. „Komunizm bez maski”, to on mówi właśnie…: to my bronimy religii przed pogańskimi i ateistycznymi masami. A przecież to, co macie teraz w Polsce, to właśnie antydemokratyczny rząd, który podsyca wciąż paranoiczną wojnę kulturową, rzekomo w obronie tradycyjnych polskich wartości”.
Uświadomiłem sobie, że wraz z większością społeczeństwa jestem bezustannie manipulowany, a moją wolność obywatelską znacznie ograniczono. Nie chcę zagłębiać się w inne działania rządzących, takich jak gmeranie paluchami w sferze ustrojowej, sądownictwie, policji, w służbach specjalnych, sojuszach międzynarodowych, prokuraturze, mediach, szkolnictwie, kulturze, służbie zdrowia, prawach kobiet, kredytach, w relacjach z Unią Europejską i resztą świata, a nawet w cenach detalicznych podstawowych produktów, bo można o tym przeczytać i usłyszeć każdego dnia w niektórych – wolnych jeszcze od upartyjnienia – mediach.
Swoją drogą przyglądając się temu co się wyprawia i wszystkim tym niezwykle istotnym sprawom, których w polityce nie doświadczyliśmy jako społeczność od ponad ćwierćwiecza zadaję sobie pytanie, dlaczego dotychczas dawałem obecnej władzy taką taryfę ulgową? Być może jest to efekt umiejętnego, cynicznego i w rzeczy samej – perfidnego podnoszenia progu bólu w społeczeństwie przez ostatnie lata. W efekcie nie czuję już tak bardzo dyskomfortu w codziennym życiu, a skoro mogę jeszcze oddychać, to znaczy, że władza nie jest jeszcze taka zła, bo przecież mogło być gorzej: mogli wprowadzić powszechny zakaz oddychania.
Wiesław Fałkowski, 12 stycznia 2022
tekst opublikowany również na stronie: felietomania.pl/wieslaw-falkowski-jak-przestalem-byc-symetrysta/
środa, 5 stycznia 2022
ANGELOLOGY
written by: Wieslaw W Falkowski
translated by: Renata Hildich
angels
arise from the sweat of all saints
working in the campaign
advertising the only God
every morning
new angels come out of the river
they hold their hands
weary of hunched predators
alighting on park benches
in disguise sprinkling ashes
on the heads of new-born generations
all the time
timid angels like grey pigeons
with black and red legs
collect crumbs of bread
baked daily
according to Lidl’s recipe
then each angel praises God
for one and only time
and goes away
becoming a body for the soul
earth to heaven
a woman for a man
losing their wings
returning to the current of the river
in which the water flows as rapidly as time
from the very beginning
to the very end
https://spillwords.com/angelology
Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów
Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania ...
-
Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania ...
-
falko Burzówka burzówkę postawili ludzie we wsi a wieś sąsiadowała z borem było tak już od setek lat ani bór ani wieś nie mogły ...
-
falko Robert Rożdiestwienski przetłumaczył: Wiesław falko Fałkowski Wszystko bierze się z miłości ... Według Jana: na początku...