piątek, 18 maja 2012

smród mojego truchła

© Wiesław falko Fałkowski

tylko smród już bliski
ludzkiego truchła
rozkładającego się
na oczach uczestników
życia doczesnego
życia bylejakiego
życia bezczelnego
z cichym przyzwoleniem anioła smutku i obrzydzenia

tylko widok czerwi
zatłoczonych
w otchłani trupięcej przestrzeni
moich trzewi
w obliczu
śmierci bylejakiej
śmierci nagłej
śmierci bezczelnej
mimo jawnego sprzeciwu anioła radości
i estetycznego mimo wszystko postrzegania wszelkiej brzydoty

sprawia że
obracam się wstecz
i patrzę

na niezbyt estetyczne życie moje:
dziecięce marzenia
kota w butach
konia który mówi
balbinkę
bolka i lolka
koziołka matołka
kabaret starszych panów
kalinę jędrusik
oraz
bylejakość
gierka
lubieżne zachcianki
związki zawodowe
pląsy bezwstydne
kłamstwa
spanie na styropianie
bluźnierstwa
solidarność
pochlebstwa
kaca następnego dnia
zbytnią wylewność przy barze
obietnice i przeprosiny
dziwki siadające na kolanach
tych co całowali mnie po rękach
a potem bili po dupie

i okazuje się
że z moich wspomnień nic nie wynika
ani refleksja
ani nauka

naiwnie
bezczelnie brnę
dalej
w życie
do ostatniego dnia
ostatniej godziny
minuty
sekundy
ostatniej kropli wódki

mimo smrodu

a potem sam sobie się będę dziwił


Wiesław falko Fałkowski, 2012



sobota, 21 kwietnia 2012

potrafiłem się śmiać...


pamiętam że potrafiłem się śmiać
ale zapomniałem z czego
jako chłopiec mężczyzna kochanek
ojciec synów
a z kuchni odgłosy krzątania
i cichy brzęk szklanek

pamiętam że się dobrze bawiłem
lecz nie pamiętam tej nocy
kiedy piliśmy wino z papierowych kubków
siedząc przytuleni na piaszczystej plaży
a pies szczekał w oddali
i szumiały fale

pamiętam zbyt poważne rozmowy
by zapomnieć
ale zapomniałem o czym
kiedy  po drugiej stronie stołu
nikogo przecież nie było
a w telewizorze obraz kontrolny
piszczał i gasł pomału

pamiętam jej brązowe oczy
ale nie wiem dlaczego
tak lśniły nadzieją
na długie szczęśliwe życie
a w szybę stukały gałęzie
i deszcz kroplami

pamiętam wieczory
rychłe poranki
i noce nieprzespane
ale nie pamiętam czy świecił wtedy księżyc
i czy były gwiazdy na niebie
a jej długie czarne włosy na białej pościeli
gdy czekała aż przyjdę
drzwi skrzypiały
w przeraźliwej ciszy
kiedy je zamykałem

pamiętam
zapomniałem
krew gęsta coraz wolniej płynie
a w telewizorze znowu
pierdolą trzy po trzy para piętnaście
i słychać skamłanie i wycie
nad zanikającym obrazem
wszelkiej pomyślności

nasze zwyczajne życie
pamiętam
zapomniałem

Wiesław falko Fałkowski, 2012


© Wiesław falko Fałkowski

piątek, 24 lutego 2012

koleją bliżej

projekt: Wiesław falko Fałkowski


kiedy konduktor zamykał
drzwi wagonu kolejowego ostatniej klasy
słychać było jeszcze beznamiętny komunikat:
opóźniony jest pociąg

kilkadziesiąt minut dni miesięcy lat
tego już pasażerowie nie słyszeli
bo pociąg ruszył i
turkotem kół i piskiem osi zagłuszył:

głos z megafonu dworcowego
rozmowy pozostających na peronie
piskliwy lament bufetowej:
że jej, kurwa, nie zapłacił i odjechał

pociąg przez kraj jechał niespiesznie
tak jakby dalej już nie było niczego
ni miasta ni dworca ni stacji docelowej
ni maszynisty ni związku zawodowego

pasażerowie cicho wtuleni w zimowe palta
wsłuchani w monotonne dudnienie kół
wypatrywali za oknem lepszego jutra
i nadziei - matki żony kochanki głupich

wtedy niespodziewanie z hukiem
trzaskiem pękających szyn
brzękiem tłuczonego szkła
jękiem dartej stali i aluminium

znudzony widokiem ludzkich postaci
granatowym mundurkiem konduktora
monotonnym dudnieniem kół
oraz z powodu permanentnego

braku peronu piątego w Kutnie
wyskoczył z szyn
pociąg idiota
pociąg samobójca


Wiesław falko Fałkowski, 2012

wtorek, 14 lutego 2012

och to ja cichy idiota

och
ja
cichy idiota
myślałem
że moje
wczoraj
dzisiaj
jutro
© Wiesław falko Fałkowski
pojutrze
ma kształt
tej samej kobiety

odkryłem właśnie że
to kwestia prowizji
i jakichś tam wspomnień
rozbłysków
cieknącego moczu pod pisuarem
oraz namiętnych wyobrażeń
o popisowym numerze
który nie miał prawa się wydarzyć
a wszyscy myśleli
że tak

a marzenia


czekają
aby rzucić się do gardła
piotrusia pana


wiesław falko fałkowski, 2012

wtorek, 7 lutego 2012

nie była to śmierć od miłości

poeta leżał w głębokiej ciszy
kiedy
bezszelestnie i bezszumnie
bezgłośnie i beznamiętnie
cicho na palcach
cicho tak
jakoby nic już wokół nie było
ni szelestu traw ni szumu liści
ni głosów przechodniów
ni namiętnych pieszczot pamięci
miasta
mostów
rzeki
tramwajów
polityków
podłych zasrańców
i zasranych zaułków
podeszła i wyjęła z jego serca
suchy cierń

wstępna obdukcja martwego ciała
a następnie wnikliwa sekcja zwłok
wykazała
że poeta nie umarł z miłości

umarł od uderzenia
w tyłgłowie kijem do gry w bejsbol
poczym padł na trzewioczaszkę
i dlatego wymalował się na jego ustach

niespodziewanie
bezszelestnie
bezszumnie
bezgłośnie
i beznamiętnie
dziwny grymas

który mógł zostać uznany
przez porzuconych
niedorobionych
niedożywionych
zmarzniętych
oraz zbytnio rozgrzanych
płynem do szyb

za wyraz miłosnego uniesienia




wiesław falko fałkowski, 2012

piątek, 3 lutego 2012

o boże, spać nie mogę

spać nie mogę
mróz moich przyjaciół ściska

zamarznięte wróble leżą na parapecie
nie patrzą przez szybę w telewizor
nie słuchają co mówi na temat pogody
atrakcyjna blondynka

pies kulawą nogę podkulił
konia podkuli
jemu każą chodzić boso
po mrozie...
mój boże

mieszkańcy pobliskiej ławki
z powodu
mrozu
dokuczliwości losu
matki natury
głupich sąsiadów
straży miejskiej
karmiącej czy trzeba czy nie trzeba
kartoflanką od znanego restauratora dobroczyńcy
przeprowadzili się do pobliskiej galerii...
daj boże

galeria to nie jest
sztuki
kultury
malarstwa
obrazu
słowa
gestu
oczekiwań
pobożnych życzeń
typów spod ciemnej gwiazdy
transwestytów
cycatych kurew
blaknących panien z dobrych domów
leniwych fagasów
mechanicznych pomarańczy
ani niespełnionych dobrych uczynków...
broń boże

zatem do jakiej to galerii
wynieśli się mieszkańcy
pobliskiej ławki?

oni
moi wspaniali
bezdomni bezimienni bezmajętni
przyjaciele
z powodu niezwykłej okoliczności przyrody
natarczywego mrozu
braku chleba
pomidorów
alkoholu
i innych drobnych niedogodności bytu
przenieśli się
niespodziewanie
nieuchronnie
niedbale
i bez sensu
do galerii zimnych trupów...
o boże


wiesław falko fałkowski, 2012


© Wiesław falko Fałkowski



czwartek, 26 stycznia 2012

between the Zambezi and Limpopo rivers

odkąd zauważyłem obok alter ego
zacząłem zamawiać podwójne drinki
chwilami przestawałem
być samotny

zacząłem znacznie lepiej
czuć opuszkami palców
fragmenty pisma wydrapanego
na drewnianym szynkwasie

przekrwionymi zmysłami
rejestrowałem doskonale
najdrobniejsze zmiany natężenia
światła
dźwięku
stężenia alkoholu
poziomu wody w rzece
testosteronu
ciśnienia w oponach
zawartości cukru
estrogenów
czy endorfin
a także szybkie zmiany
ciepłoty ciała
niczemu niewinnych
pobliskich kurew
i dalszych skurwysynów

kiedy pierwsze promienie słońca
wdzierały się bezczelnie
w przestrzeń mojego postrzegania
nie byłem wcale zdziwiony
że moje drugie ja
to bliski znajomy
z dalekiego Zimbabwe

jak mi potem opowiadano
przysiadł się około trzeciej
i zaczął nucić smętne pieśni
z dorzecza Limpopo


wiesław falko fałkowski, 2012
© Wiesław falko Fałkowski