środa, 19 grudnia 2012

na gwiazdkę 2012


mała dziewczynka
wiesza
na plastikowej
łatwopalnej
choince
sklejony zgrabnie
z kolorowych skrawków
papierowy łańcuch


karp
z łazienki woła
cichym głosem
że woda w wannie zbyt płytka

stara kobieta
siada
na taborecie w kuchni
udami misę ściska
mak
uciera

reklama
w telewizorze
pierwszą gwiazdką
błyska
czerwony krasnal
udaje świętego

gołębie
skulone
na gzymsach

bezdomny
puszki po piwie
ugniata starannie nogami
jakby w beczce kisił kapustę

świeczka
świeci
nieśmiało
migotliwie

oby nam nigdy nie zagasła



gwiazdka 2012
wiesław falko fałkowski



piątek, 22 czerwca 2012

dziecko


falko
dziecko


dowiedziałem się
że będzie dziecko

minęły tygodnie niepewności
tygodnie wyczekiwania

dziecko rzuciło się do życia głową do przodu
i rozrywając srom mojej ukochanej kobiety
przyszło na świat

ukochane dziecko
przyszło na świat
błogosławione ręką doktora medycyny
anioła dobrej nadziei

dziecko oczekiwane
przyszło na świat
dzięki
że srom mojej ukochanej zszyty
a dziecko zdrowe
amen

dowiedziałem się
że umarło dziecko

minęły sekundy niedowierzania
chwile złudnej nadziei

dziecko rzuciło się do śmierci głową do przodu
i rozrywając serce mojej ukochanej kobiety
poszło z tego świata
przeklęta ręka doktora medycyny
anioła nagłej śmierci

ukochane dziecko
poszło z tego świata

serce
mojej ukochanej pękło
a dziecko pogrzebałem
amen

falko

środa, 20 czerwca 2012

second hand

falko


second hand


na bazarze w moim mieście
znalazłem fragmenty życia z drugiej ręki

zupełnie przyzwoite kawałki życia
niepijącego chwilowo alkoholika
wytarte lekko na łokciach
a także lekko w kroku
przekupki jak gacie na ladach pokładły
obok egzystencjalnych przeżyć
wrzaskliwego idioty
milczącego od chwili
kiedy wygrał na loterii

dalej zwisają niedbale
tuż przy biustonoszach
dla nietypowo zbudowanych
ochłapy życia naiwnych kochanków
w sinym kolorze krwawiących serc
strzałą szalonego anioła przebitych

zadbane i wyprasowane w kant
długie i proste odcinki życia
samotnego marzyciela
który nie zdążył z chłopca przemienić się w kwiat
sterczą ze skrzyni ustawionej obok straganu

te mniej przyzwoite epizody
nieco wyblakłe od rozbłysków
nieposkromionej namiętności
wiszą na wieszakach
jak skóry baranie
z wierzchu wełniane
od środka lekko pleśnią osypane

najbardziej pikantne kawałki
życia z drugiej ręki
chowają przekupnie
w przenośnych lodówkach
zasilanych wyobraźnią z agregatów
fantazjotwórczych

na ostatnim straganie
w koszu z bielizną tylko raz użytą
leży zaplątany w majtki madonny
kawałek życia wiejskiego głupka
zakochanego
w zapachu skoszonej łąki
piaszczystej drodze do lasu
makach i chabrach
słonecznej pszenicy
kroplach porannej rosy
i złotowłosej rozpustnicy
co w białej sukni po rosie
biegała bosa

i bym się skusił
boże mój
i poddał kupna złej namowie
gdyby wiejskiego głupka snów
marzeń o pannie i welonie
nie zakłóciły stada chmur
piętrzących się na nieboskłonie

a nie zniechęca przecież mnie
ni zapach zabaw już odbytych
ani brak wspomnień słodkich ust
z tych pocałunków niezdobytych

lecz nie chcę wierzyć panie mój
w głupią pomyłkę twej potęgi
co ludzkie życie ludzki los
zamienia w towar z drugiej ręki

a wy nie kpijcie proszę was
nie szydźcie jawnie tak z poety
co nie zażyje nigdy już
taniego życia z drugiej ręki


Wiesław falko Fałkowski, 2012

środa, 6 czerwca 2012

kiedy przestają pachnieć bzy

© falko



Kiedy przestają pachnieć bzy


ostatniej nocy
przestały pachnieć bzy
zamilkli poeci
zaczęły wykluwać się gęsi
i wypadały zęby

nad ranem
pewna pani
na ucho mi szepnęła
czuję
wszystkie obietnice twoje
we wnętrzu
a mimo
a może właśnie dlatego
czekam
obok fontanny
każdego wieczora
chcę znowu czytać twoje wiersze
które są tak bezsensowne jak upiór w operze
tak infantylne jak jęk syrenki warszawskiej
tak upojne jak piwo wysokiej fermentacji

wróciła mi tego dnia
niezwykła moc
korzystając z upoważnienia
do odbierania rozkoszy
napisałem kilka słów
banalnych:
życie jest piękne,
a kto jest przeciw niech rzuca
kamień
lub tratwę ratunkową

Wiesław falko Fałkowski, 2012/2016

Siedem stopni miłości, Wiesław Fałkowski, redakcja: Janina Sikorska, Inowrocław 2017, 
ISBN 978-83-944724-0-5

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Warto iść boso?


© falko 


Warto iść boso?

Pamiętasz,
jak tego wieczora
kiedy przyszedł do mnie duch,
być może święty,
zastanawiałem się wspólnie z moją kochanką
leżąc na niezwykle białej
o tej porze pościeli
gdzie leży granica
mojej,
naszej wspólnej,
a także jej osobistej
tolerancji,
wyrozumiałości
i współczucia
dla tych,
którzy twierdzą,
że warto iść boso?

Pamiętasz,
jak rzesza pięknych postaci,
młodych i zwinnych chłopców
oraz szerokobiodrych dziewczyn
ruszyła tego dnia boso,
a ja leżałem tymczasem
z moją ukochaną
na białej pościeli
wcale nie bez ruchu?

A pamiętasz
ten poranek,
kiedy wracali powolnie,
ale chyba jednak pośpiesznie,
a ja zastanawiałem się
wspólnie z moją kochanką
gdzie znaleźć miejsce
zarówno w metafizycznej
jak i w tej
absolutnie fizycznej przestrzeni
dla tych wygnańców
którzy wracali zrezygnowani
i nie mogli uwierzyć,
że odpędzono ich bosych?

Nie wiem czemu o tym muszę gadać panie,
wszak obiecałeś mi święty spokój,
i że będę leżał z moją kochanką
na białej pościeli,
i że już nigdy nie będę się zastanawiał
czy warto chodzić boso w naszym klimacie?

Wiesław falko Fałkowski, 2012/2016

piątek, 1 czerwca 2012

to tylko wrzask idioty





to tylko wrzask idioty


kiedy diabeł palcem naznacza idiotę
i każe mu mówić
powstają słowa
wrzaskliwe i ledwo zrozumiałe
a jednak chętnie cytowane
bo przecież to tylko sen idioty

kiedy mój boże rzucasz mi iskrę swoją
i pozwalasz pisać

powstaje wiersz
spokojny i wyważony
a jednak nie tak chętnie cytowany
bo przecież to tylko sen idioty

czy przysługuje mi w tej sytuacji
prawo do reklamacji
i bezpłatne leczenie psychiatryczne?

Wiesław falko Fałkowski,
2012/2016 





piątek, 18 maja 2012

Smród truchła – wspomnienia, zapomnienia



Smród truchła – wspomnienia, zapomnienia

tylko smród już bliski truchła
gnijącego na oczach współuczestników
życia doczesnego
bezczelnego życia
z cichym przyzwoleniem anioła smutku i odrazy

tylko widok czerwi
stłoczonych w otchłani trupiej przestrzeni trzewi
w obliczu śmierci bliskiej
nadchodzacej majestatycznie
bezczelnej śmierci
mimo sprzeciwu anioła radości i piękna

sprawia że
odwracamy się wstecz i patrzymy
jak szybko minęło życie może niezbyt czyste
nie zawsze estetyczne i uczciwe życie
jak szybko uleciały dziecięce marzenia

zapomnieliśmy
kota w butach
konia który mówi
bolka i lolka
koziołka matołka
kabaret starszych panów
oraz
związki zawodowe
kłamstwa polityków
spanie na styropianie
bluźnierstwa
pochlebstwa
zbytnią wylewność przy barze
dziwki siadające na kolanach
kaca następnego dnia
obietnice i przeprosiny
tych co całowali nas po rękach
a potem bili po dupie

i okazuje się
że z tych zapomnień nic nie wynika
ani refleksja ani nauka

naiwnie i beznadziejnie ufnie
brniemy dalej w życie
do ostatniego dnia
ostatniej godziny minuty sekundy
ostatniej kropli wódki
mimo smrodu

a potem sami sobie się dziwimy
leżąc już bez ruchu w otwartej trumnie

Wiesław Fałkowski
2012/2016/2020




sobota, 21 kwietnia 2012

Potrafiłem się śmiać..



© Wiesław falko Fałkowski


Potrafiłem się śmiać


pamiętam że potrafiłem się śmiać
ale zapomniałem z czego
jako chłopiec mężczyzna kochanek
ojciec synów
a z kuchni odgłosy krzątania
i cichy brzęk szklanek

pamiętam że się dobrze bawiłem
lecz nie pamiętam tej nocy
kiedy piliśmy wino z papierowych kubków
siedząc przytuleni na piaszczystej plaży
a pies szczekał w oddali
i szumiały fale

pamiętam zbyt poważne rozmowy
by zapomnieć
ale zapomniałem o czym
kiedy po drugiej stronie stołu
nikogo przecież nie było
a w telewizorze obraz kontrolny
piszczał i gasł pomału

pamiętam jej brązowe oczy
ale nie wiem dlaczego
tak lśniły nadzieją
na długie szczęśliwe życie
a w szybę stukały gałęzie
i deszcz kroplami

pamiętam wieczory
rychłe poranki
i noce nieprzespane
ale nie pamiętam czy świecił wtedy księżyc
i czy były gwiazdy na niebie
a jej długie czarne włosy na białej pościeli
gdy czekała aż przyjdę
drzwi skrzypiały
w przeraźliwej ciszy
kiedy je zamykałem

pamiętam
zapomniałem
krew gęsta coraz wolniej płynie
a w telewizorze znowu
pierdolą trzy po trzy para piętnaście
i słychać skamłanie i wycie
nad zanikającym obrazem
wszelkiej pomyślności

nasze zwyczajne życie
pamiętam
zapomniałem

Wiesław Fałkowski, 2012
z tomiku: Siedem stopni miłości, © Wiesław Fałkowski, Inowrocław, 2017



piątek, 24 lutego 2012

koleją bliżej

projekt: Wiesław falko Fałkowski


koleją bliżej


kiedy konduktor zamykał
drzwi wagonu kolejowego ostatniej klasy
słychać było jeszcze beznamiętny komunikat:
opóźniony jest pociąg

kilkadziesiąt minut dni miesięcy lat
tego już pasażerowie nie słyszeli
bo pociąg ruszył i
turkotem kół i piskiem osi zagłuszył:

głos z megafonu dworcowego
rozmowy pozostających na peronie
piskliwy lament bufetowej:
że jej, kurwa, nie zapłacił i odjechał

pociąg przez kraj jechał niespiesznie
tak jakby dalej już nie było niczego
ni miasta ni dworca ni stacji docelowej
ni maszynisty ni związku zawodowego

pasażerowie cicho wtuleni w zimowe palta
wsłuchani w monotonne dudnienie kół
wypatrywali za oknem lepszego jutra
i nadziei - matki żony kochanki głupich

wtedy niespodziewanie z hukiem
trzaskiem pękających szyn
brzękiem tłuczonego szkła
jękiem dartej stali i aluminium

znudzony widokiem ludzkich postaci
granatowym mundurkiem konduktora
monotonnym dudnieniem kół
oraz z powodu permanentnego

braku peronu piątego w Kutnie
wyskoczył z szyn
pociąg idiota
pociąg samobójca


Wiesław falko Fałkowski, 2012

wtorek, 14 lutego 2012

och to ja cichy idiota

falko


och to ja cichy idiota


och ja cichy idiota
myślałem że moje
wczoraj dzisiaj jutro pojutrze
ma kształt tej samej kobiety

odkryłem właśnie
że to kwestia promocji i reklamy
długich rozmów twarzą w twarz
wyważonych odpowiedzi
na znaczące milczenie
naiwnego oczekiwania
szczęścia i pomyślności
które nie miało prawa się wydarzyć
a wszyscy myśleli
że tak

a marzenia o namiętnej
szczęśliwej miłości?
czekają
aby rzucić się do gardła
piotrusia pana


Wiesław falko Fałkowski, 2012/2016



wtorek, 7 lutego 2012

nie była to śmierć od miłości

falko



nie była to śmierć od miłości


poeta leżał w głębokiej ciszy
kiedy 
bezszelestnie i bezszumnie
bezgłośnie i beznamiętnie
cicho na palcach
cicho tak
jakoby nic już wokół nie było
ni szelestu traw ni szumu liści
ni głosów przechodniów
ni namiętnych pieszczot pamięci
miasta 
mostów
rzeki
tramwajów
polityków
podłych zasrańców
i zasranych zaułków
podeszła i wyjęła z jego serca
suchy cierń

wstępna obdukcja martwego ciała
a następnie wnikliwa sekcja zwłok
wykazała
że poeta nie umarł z miłości

umarł od uderzenia
w tyłogłowie kijem do gry w bejsbol
po czym padł na trzewioczaszkę
i dlatego wymalował się na jego ustach
niespodziewanie
bezszelestnie
bezszumnie
bezgłośnie
i beznamiętnie
dziwny grymas

który został uznany
przez porzuconych
niedorobionych
niedożywionych 
zmarzniętych
oraz zbytnio rozgrzanych
płynem do szyb
za wyraz miłosnego uniesienia



Wiesław falko Fałkowski, 2012





piątek, 3 lutego 2012

spać nie mogę, mróz ściska




falko


spać nie mogę, mróz ściska

spać nie mogę
mróz moich przyjaciół ściska

zamarznięte wróble leżą na parapecie
nie patrzą przez szybę w telewizor
nie słuchają co mówi na temat pogody
atrakcyjna blondynka

pies kulawą nogę podkulił
konia podkuli
jemu każą chodzić boso
po mrozie...
mój boże

mieszkańcy pobliskiej ławki
z powodu
mrozu
dokuczliwości losu
matki natury
głupich sąsiadów
straży miejskiej
karmiącej czy trzeba czy nie trzeba
kartoflanką od znanego restauratora dobroczyńcy


przeprowadzili się do pobliskiej galerii...
daj boże

galeria to nie jest
sztuki
kultury
malarstwa
obrazu
słowa
gestu

nie ma tu
oczekiwań
pobożnych życzeń
typów spod ciemnej gwiazdy
transwestytów
cycatych kurew
blaknących panien z dobrych domów
leniwych fagasów
mechanicznych pomarańczy
ani niespełnionych dobrych uczynków...
broń boże

zatem do jakiej to galerii
wynieśli się mieszkańcy
pobliskiej ławki?

oni
moi wspaniali
bezdomni bezimienni bezmajętni
przyjaciele
z powodu niezwykłej okoliczności przyrody
natarczywego mrozu
braku chleba
pomidorów
alkoholu
i innych drobnych niedogodności bytu
przenieśli się
niespodziewanie
nieuchronnie
niedbale
i bez sensu
do galerii zimnych trupów...
o boże

Wiesław falko Fałkowski, 2012






























czwartek, 26 stycznia 2012

between the Zambezi and Limpopo rivers



© falko


Between the Zambezi and Limpopo River


odkąd zauważyłem obok alter ego
zacząłem zamawiać podwójne drinki
chwilami przestawałem
być samotny

zacząłem znacznie lepiej
czuć opuszkami palców
fragmenty pisma wydrapanego
na drewnianym szynkwasie

przekrwionymi zmysłami
rejestrowałem doskonale
najdrobniejsze zmiany natężenia
światła
dźwięku
stężenia alkoholu
poziomu wody w rzece
testosteronu
ciśnienia w oponach
zawartości cukru
estrogenów
czy endorfin
a także szybkie zmiany
ciepłoty ciała
niczemu niewinnych
pobliskich kurew
i dalszych skurwysynów

kiedy pierwsze promienie słońca
wdzierały się bezczelnie
w przestrzeń mojego postrzegania
nie byłem wcale zdziwiony
że moje drugie ja
to bliski znajomy
z dalekiego Zimbabwe

jak mi potem opowiadano
przysiadł się około trzeciej
i zaczął nucić smętne pieśni
z dorzecza Limpopo


Wiesław Fałkowski, 2012/2016
Koniec nowego świata, czyli prolegomena do wieczności, © Wiesław Fałkowski,ISBN 978-83-947558-1-2, Inowrocław 2017


piątek, 20 stycznia 2012

bohaterowie w czasie byle jakiem

                                 © Wiesław falko Fałkowski


bohaterowie w czasie byle jakiem

jeżeli bohaterowie
umierają w godzinie chwały?
to ziemia niech im lekką będzie
krzyż na drogę
pamiętaj

a jak dokonali żywota
w godzinie hańby?
to chuj z nimi
krzyż na drogę
zapomnij

Wiesław falko Fałkowski, 2012


...

piątek, 13 stycznia 2012

Za siódmą mgłą

                                                             © falko



Za siódmą mgłą


A za kolejną mgłą
nie ma już czarnowłosej dziewczyny
z rumuńskiej wyżyny

a za siódmą górą
a za siódmą rzeką…

leszczyna zakwitła
choć śnieg jeszcze leży
miejscami na leśnych drogach
gdzie słońce nie tak chętnie zagląda

górskie potoki
białą pianą obwieszczają światu
nadchodzące zmiany
globalnego klimatu

a u nas cisza…
żal tylko serce ściska
że za siódmą mgłą
nie ma już czarnowłosej dziewczyny
Zz transylwańskiej wyżyny


Wiesław falko Fałkowski, 2012

Siedem stopni miłości, Wiesław Fałkowski, redakcja: Janina Sikorska,
Inowrocław 2017, ISBN 978-83-944724-0-5    
...



Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...