czwartek, 30 czerwca 2016

prawdziwa opowieść

falko


prawdziwa opowieść

jadę pociągiem
za oknem słowa
na gałęziach drzew
na drutach
na kominach
na dachach
na zielonych polach
wzgórzach
jeziorach
na słupach
składam w opowieść
tak prawdziwą
kto uwierzy
rzeczywistość staje się
kłamstwem

Wiesław falko Fałkowski, 2016
Bluzeczka z Wieżą Eiffla
Pocztówki Poetyckie
Antologia pod redakcją Ryszarda Mierzejewskiego, Pieszyce 2016

wtorek, 28 czerwca 2016

Fiesta, sjesta i mañana

falko

Fiesta, sjesta i mañana

Sjesta.
Pijemy wino z La Manchy,
jemy chleb i dojrzałe pomidory.
W ogrodach kwitną pomarańcze.
Drzewa dają cień.
Wiatr przynosi zapach morza,
porusza liśćmi winorośli.

Fiesta.
Pijemy wino z La Manchy,
jemy tapas i langustynki.
Gwarno w tawernach.
Gwiazdy nad nami.
Wiatr przynosi muzykę flamenco
i porusza białą sukienkę
śniadoskórej dziewczyny.

Mañana.
Na pewno nie dzisiaj.
Jutro, pojutrze, może kiedyś.
Wypijemy znowu wino z La Manchy,
a w Andaluzji zakwitną pomarańcze.
Wiatr przyniesie wspomnienia
i poruszy serca.
Jacy będziemy młodzi!

Wiesław Fałkowski falko, 2016

Bluzeczka z Wieżą Eiffla, Pocztówki Poetyckie, Antologia pod redakcją Ryszarda Mierzejewskiego, Pieszyce 2016

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ukryty za krawędzią Wszechświata

falko


Ukryty za krawędzią Wszechświata


Lądy, morza, oceany i Ameryka dawno odkryte.
Szukać do nich drogi, to otwierać dawno rozwarte wrota.

Doświadczanie na własnej skórze
niezliczonych elementów
kultury, literatury i sztuki
upoważnia do szukania w różnych,
czasami futurystycznych,
czasami historycznych dekoracjach
odpowiedzi na pytanie o kondycję
człowieka wyobcowanego,
zamkniętego w niewielkiej przestrzeni,
zmagającego się z wyrzutami sumienia,
nękanego przez złe wspomnienia
i bezradnego wobec bólu straty.
Człowieka obarczonego obowiązkiem
poznawania wszechświata
i swojego w nim miejsca.

Czy jest możliwa komunikacja?
Próbę porozumienia
utrudniają tajemnicze byty.
Z pamięci do rzeczywistości
przychodzą istoty z dalekiej przeszłości
spiętej klamrą wspomnień.
To bywa trudne do zniesienia.
Czy Bogowie drwią,
czy może w ten okrutny sposób
wskazują drogę? 
Brak kontaktu z nieznanym.
Może porozumienie jest niemożliwe,
kiedy na przeciw siebie stają
byty skrajnie odmienne
doświadczeniem, świadomością,
pojęciem i pojmowaniem?

Niemożność zrozumienia Wszechświata
wynika z niemożliwego
- ludzkie schematy i doświadczenia.
Romans, satyra, parodia i medytacja.
Wszystko naraz, a jednak nie jednocześnie.
Natura ludzkiej świadomości
nie daje się sklasyfikować tak łatwo.

Zamknięty w klaustrofobicznej,
niesamowitej i katastroficznej przestrzeni
człowiek czuje frustrację i strach.
Targany, w niespiesznie przesuwającym się czasie
emocjami  i wątpliwościami staje, któryż to już raz,
na krawędzi oceanu wszechświata
zadając pytania, na które nie ma odpowiedzi.

Wiesław falko Fałkowski, 2016


 


niedziela, 26 czerwca 2016

Klucz

falko

Klucz 


Wchodząc coraz głębiej
w niezbadaną przestrzeń
nieświadomości, obsesji,
sennych wyobrażeń
i ludzkiego strachu,
pod cienką skórą
zdarzeń realnych
dziejących się tu i teraz,
poczujemy nagle
tę metafizyczną otchłań.
Balansowanie na krawędzi
nieświadomości 
bywa utrapieniem.

Postmodernistyczny smak
hollywoodzkich opowieści
opisujących rzeczywistość
nie chce nas opuścić.
Błądzimy po omacku
między narodzinami a umieraniem,
by wreszcie znaleźć
właściwy klucz - uczucia.
Potem pozostaje już tylko
nauczyć się otwierać
kluczem drzwi do niezbadanej
przestrzeni metafizycznych doznań
ukrytych w podświadomości
i zacząć kochać.

Wiesław falko Fałkowski, 2016


piątek, 24 czerwca 2016

Wyssane z pamięci

falko
Wyssane z pamięci


porozrzucane
po kątach 
wspomnienia
ostre kawałki
kawałki szkła
kaleczą myśli
dotkliwie kaleczą

obraz wyssany z pamięci
czarno biały i płaski
zbyt ostry
zbyt jasny
światło razi
razi w oczy

wiersz napisany 
czarno na białym
wyrazy przecinają
tkankę wyobraźni
serce boli
ból ściska

składana
opowieść o wczoraj
potłuczone lustra
odbijają tysiące twarzy
wszystkie zapomniane
zapomniane twarze

z pamięci wyrwana
krwawiąca rana
czerwony na białym
zostaje ślad
czas ran nie goi
czas nie zagoił

Wiesław Fałkowski falko, 2016
#wiesławfałkowskifalko



Rzeźnicy




















Rzeźnicy

w moim miasteczku
najważniejsza jest rzeźnia
niewielki budynek
jak od wschodu się wjeżdża

rzetelnie wyrżniemy wszystkie świnie
potem rżnąć będziemy krowy i byki
i resztę bydła z okolicy
na koniec
psy koty pawia i wiewiórki

zabrakło rynsztoka by toczyć krew

Wiesław  Fałkowski, kwiecień 2015

W bawełnianej pajęczynie

falko

W bawełnianej pajęczynie

W upalne popołudnie
trudno znaleźć pomieszczenie chłodne,
by gorące pragnienia studzić.
Słońce już schyla się nad zielonymi
koronami drzew po zachodniej stronie ulicy.
Dziewczyna w bawełnianej pajęczynie sukienki
szybko idzie chodnikiem po tej samej stronie.
Spieszy się, by dotrzeć na drugi koniec miasta
zanim resztki słonecznego światła rozproszą się
i zastygną w cieniach i półcieniach rozgrzanych domów.
Kiedy zaczyna robić się ciemno
w sercach rodzi się strach przed samotnością.
I ze strachu przed utratą wszelkich dziewczyńskich złudzeń
dziewczyna rzuci się w ramiona przypadkowego kochanka.
W jakiś dzień przyszłorocznego lata
dziewczyna w bawełnianej pajęczynie sukienki,
chodnikiem po zachodniej stronie ulicy,
będzie pchała wózek z owocem strachu przed samotnością,
niespełnionymi marzeniami,
utratą złudzeń.

Popołudniowy, gorący letni wiatr
zerwał z ust dziewczyny uśmiech.

Wiesław Fałkowski falko, 2016
#wiesławfałkowskifalko



środa, 22 czerwca 2016

Prolegomena do wieczności

falko



















Prolegomena do wieczności

Pod pretekstem podróży w tym samym kierunku siada obok.
Ociera się o moje ramię, pyta o samopoczucie.
Moja depresja. Łasi się do mnie jak ruda kotka.

Wie równie dobrze jak ja, że stąd do wieczności jest tylko jedna droga
– nie martw się tym co od ciebie nie zależy.
Wydaje się to tak oczywiste, że może aż zbyt banalne, żeby o tym mówić.
To czego szukasz po drugiej stronie życia okazuje się być niczym,
a to co jest blisko, a czego nie dostrzegasz – bywa wszystkim.

Autobus powoli jedzie dalej. Drzwi pozostają otwarrte.
Czuję zakłopotanie – nie mam ważnego biletu do wieczności.
Czuję satysfakcję i usmiecham się – nikt nie zauważy leżącej na podłodze łzy.

Dalsza droga do wieczności zapowiada się spokojnie.

Wiesław Fałkowski, 2016/2022


wtorek, 21 czerwca 2016

Ile duszy w moim ciele?

falko


Ile duszy w moim ciele?


Ile w mojej ludzkiej istocie,
w duszy, umyśle i ciele
znajdę cząstek Sokratesa,
Platona czy Arystotelesa?
Czy słowa moje mogą ciąć
ostrzej niż nóż rzeźnika
mięśnie, stawy i szpik
i duszę rozdzielić od ducha?
Czy starczy rozsądku
by oswoić dzikość serca i emocje
gdy popędliwość każe mi grzeszyć pychą,
a pasja i pożądanie pcha mnie w dół
i staczam się w hedonizm
i żyję tylko dla rozkoszy?
Czy jestem esencją siebie samego
uwięzioną w marnym ciele?
Czy też powinienem raczej
poznawać samego siebie
w antropologicznym
ładzie społecznym i polityce?
A może moja dusza jest formą cielesną
której esencją jest pisanie wierszy,
których nikt nie czyta,
tak jak esencją noża
rzuconego w wodę
jest tonąć
ostrzem w dół?

Wiesław falko Fałkowski, 2016


niedziela, 19 czerwca 2016

Powietrze w małym miasteczku I.

falko

Powietrze w małym miasteczku I.
z cyklu: Andrzejowi B.

Niepokój związany z utratą
pewności siebie
i jednoznacznej tożsamości,
świadomości bytu, samodyscypliny,
autocenzury i samokrytyki
odczuwam niemal fizycznie.
Cierpnie mi w kroku.

Zadane pytanie czy czuję się szczęśliwy,
a raczej stwierdzenie,
że jestem właśnie uszczęśliwiony,
raczej przewartościowało mój obecny stan.
Wypicie zimnego piwa
w słoneczne niedzielne popołudnie,
nawet w małym uzdrowiskowym miasteczku,
na rynku przy fontannie
i biorąc dodatkowo pod uwagę,
że jest tu podobno najczystsze powietrze,
nie rozwesela do tego stopnia,
by szczęście miało właściwy rozmiar.
Nawet gdyby do powietrza dodawać gaz rozweselający.
Te małe popieprzone miasteczka nie są aż tak zabawne.

Wiesław falko Fałkowski, 2016


Ostatni wiersz o miłości

falko

Ostatni wiersz o miłości


W dorzeczach wielu rzek
po zielonych trawach łąk
boso chodziłem.
Różnymi pachniały ziołami.

Brzegami wielu mórz
po mokrym piasku plaż
snułem się godzinami.
Morska bryza pachniała
proszkiem do prania
i rybami.

Nabieram przekonania,
że wszyscy są teraz młodsi ode mnie,
Demoralizacja postępuje.
O cnocie dawno już zapomniałem.
Utrata moralności
jest zawsze kwestią czasu.

Opowiadam dowcipy, by nikt nie zauważył,
że stałem się gburem.
Rozdaję podarunki, by nikt nie pomyślał,
że jestem jak Harpagon.
Piszę wiersze o miłości,
by nikt nie dowiedział się,
że myślę coraz częściej o śmierci.

Przestałem interesować się
literaturą, sztuką. i kulturą.
Przestałem nawet patrzeć w telewizor.
Usprawiedliwiam to zmianami politycznymi.
Zrobię zapasy na zimę,
narąbię drewna do kominka,
w antykwariacie kupię parę książek.
Słowa spisane na papierze
równie łatwo rozpalają myśli
co i ogień na palenisku.
Wieczorami będę palił wiersze
i nie będę opowiadał o miłości.

Wiesław falko Fałkowski, 2016



piątek, 17 czerwca 2016

piaskownica

falko
piaskownica



linowa kolejka
taka maleńka zabawka
w dobie elektroniki jakby anachroniczna nieco
znalazłem ją w sklepie z zabawkami
na półce ze wspomnieniami
dla niedorosłych facetów

napędzana maleńką korbką
zasilana mglistymi wspomnieniami
i oczu wilgocią
przeniosła mnie dzisiaj
czerwcowym popołudniem
na podwórko mojego dzieciństwa

piaskownica a obok drewniana ławka
zabawki też drewniane albo z żelaza
plastiku wtedy nie było
grabelki
łopatki
wiaderka
foremki
samochodziki
żółta wywrotka
taki wielki samochód
pełen piasku
marzeń
oczekiwań
wyobraźni
wyścigi na rowerkach
wokół bloku
zabawa w doktora
w namiocie z koca
wyprawy w zaklętą krainę piwnic
pierwszy telewizor
co czwartek
w osiedlowej świetlicy

linowa kolejka
blisko ostatniej stacji
nie zapomnij
o piaskownicy
czerwcowym popołudniem

Wiesław falko Fałkowski, 2011/2016

czwartek, 16 czerwca 2016

być jak wodnik

falko

być jak wodnik

jak ja bym chciał zostać wodą
w tym sezonie
najlepiej wodą sodową
taką wodą z saturatora
kto to pamięta
kto to pamięta
co ją w białym fartuchu osoba
do szklanki nalewa
z kranu na dziwnym wózku
w kolorze kremowym
a bąbelki były z wielkiej metalowej butli
co stała obok

mogę być wodą z sokiem
będę wtedy droższy
o pięćdziesiąt groszy
z sokiem malinowym
co malin nie widział
ale jak smakował

nabity w syfon
butelkę
albo po prostu nalany do szklanki
uderzał bym wam do głowy
przez cały dzień
w tym sezonie

a wy
wy byście bańki nosem puszczali
i bekali
przez cały dzień
w tym sezonie

a ja
ja byłbym w tym sezonie
woda sodowa
i roz-wodnik

Wiesław falko Fałkowski, sezon 2016


środa, 15 czerwca 2016

W klubie dżentelmenów

falko

W klubie dżentelmenów


Eleganccy mężczyźni z klubu
zadeklarowanych dżentelmenów
grają dwa razy w tygodniu w skłosza,
bo przecież nie w tenisa.

Opuszczają punktualnie pokoje hotelowe
pozostawiając klucz w drzwiach,
prezerwatywy w koszu na śmieci
i dziesięć złotych dla sprzątaczki,
bo przecież szkoda więcej.

Opuszczają dyskretnie kochanki
i zmieniają telefony
kiedy żona odczyta wiadomości
zapisane w pamięci elektronicznej,
bo przecież nie w pamięci.

Nie opuszczają żon,
bo to stabilna inwestycja.
Nie opuszczę cię aż do śmierci,
tak mi dopomóż Bóg,
bo parzcież to taka marna stopa zwrotu.

Piją amerykańskiego burbona
pędzonego z kukurydzy
z colą i lodem
chociaż smakuje jak
politura do mebli,
bo przecież nie jak alkohol.

Zmieniają samochody jak rękawiczki,
wtedy kiedy wszyscy znają już
numer rejestracyjny
i kolor nadwozia
i komornik też,
bo przecież nie warto.

Eleganccy mężczyźni z klubu
zadeklarowanych dżentelmenów
otwierają regularnie rozporek.
Przecież zdecydowanie trudniej
otworzyć umysł i się na innych.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

wtorek, 14 czerwca 2016

imponderabilia

falko

imponderabilia


imponderabilia
drobiazgi
sprawy sprawki i rzeczy
nieuchwytne jak
głębokie uczucia
na archipelagu nieszczęść
przekonania i uprzedzenia
gdy lepsze staje się najgorszym
jakieś drobne szczęścia
niesione pragnieniami
jak nasiona dmuchawca wiatrem
niezmierzone żadną miarą
a jednak wymierne
niematerialne i nieobliczone
sprawiające jednak
że  tyle strachu i bólu
może zmieścić się na jednej twarzy

potem
na jesieni
nawet na największych drzewach marzeń
wszystkie imponderabilia więdną
usychają i opadają na ziemię
pod nogi
i nie mów mi
mój drogi przyjacielu
że wtedy nie stają się już
tylko zwykłymi duperelami

Wiesław falko Fałkowski, 2016


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Czerwonym wężykiem


falko

Czerwonym wężykiem


Wieczorne topienie smutnych wspomnień
w mule wcześniej niedotrzymanych obietnic
nie usprawiedliwia porannej niechęci i lenistwa.

Każdy dobrze zapowiadający się literat,
poeta lub grafoman
miewa czasami myśli prawdziwie
istotne wyższego rzędu.
Częściej jednak
uginając się pod ciężarem
obowiązków obywatelskich
rodzinnych
miłosnych
towarzyskich
i takich tam co nie mają większego znaczenia,
ma byle jakie myśli.

W kontekście przytłaczającego ciężaru
czerwonym wężykiem
podkreślane teksty
nie mogą być
oznaką braku
czułości,
wrażliwości
czy innych dupereli
tego rodzaju.

Lepiej nie patrzeć wtedy na smutną rzeczywistość,
która tylko czasami rozbłyskiem gwiazd
zwiastuje iluminację inteligencji i polotu
w radosnej twórczości teraźniejszej i przyszłej.
Lepiej też nie patrzeć do tyłu na blednące
fajerwerki wydarzeń nieuchronnie przeszłych
i rzeczy kiedyś dokonanych.

Nawet bardzo twardy dysk
mojego komputera
patrzy na pisany teraz tekst
podejrzliwie i wcale nieasertywnie,
urażając boleśnie moją wrażliwość
i budząc smutne wspomnienia
podkreśla wszystko
czerwonym wężykiem,
czerwonym wężykiem.

Wiesław falko Fałkowski, 2011/2016

piątek, 10 czerwca 2016

Jedno mam sumienie

falko

Jedno mam sumienie

Sumienie, czaro pełna goryczy,
czarny śnie o demonie.

Białym blaskiem oślepiasz
jak anioł śmierci.
Bezlitośnie spoglądasz zza ramienia.

Czekasz na fałszywy krok,
drobną pomyłkę, potknięcie,
lekko urwany film.

Morderco, grzechem sypiesz
jak piaskiem po oczach.
Podstępnie ostrze przykładasz do szyi.
Ostrze nie błyszczy -
zardzewiało powszednim chlebem.

Tnie chętnie,
zaledwie rozerwie białą koszulę,
już kłującym bólem
przeszywa serce,
wszystkie obolałe mięśnie.

Rany krwawią.
Czerwień sączy się
z moich myśli i pragnień.
Kręci mi się w głowie,
być może upadnę.
Nie mam dwóch serc,
niestety,
jedno mam sumienie.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

Pisz i czytaj wiersze, Antologia pod redakcją Ryszarda Mierzejewsjiego, Pieszyce 2016



literatura makulatura

falko


literatura makulatura


nie mam dwóch serc 
niestety
dumki na dwa serca  nie śpiewam
nie zakocham się dwa razy
nie zakocham się drugi raz
wypiję jeszcze jeden kieliszek wina
niewyspany
zasnę w barze
niedopity
nad niedojedzonym gulaszem
barmanka mnie obudzi
nie mogę mieć żadnych złudzeń
fatalny dzień
jeszcze tyle lat do emerytury
makulatury
tony zdążę przeczytać
kto to napisał
po co
literatura
makulatura
stracone złudzenia
wspomnienia
wypełniają samotność
wypełniają winem
jeszcze jeden kieliszek

Wiesław falko Fałkowski, 2016


czwartek, 9 czerwca 2016

Anioł na taborecie

falko
Anioł na taborecie


Z natłoku myśli i braku słów, jesiennej depresji co przychodzi po lecie,
wyłonił się mój anioł stróż i usiadł cicho na taborecie.
Sparzyłem kawę – upił łyk - O tak, ta kawa anioła postawi na nogi!
Zapalił papierosa, zaciągnął się dymem raz, i zaraz potem drugi
- Wiesz, dopiero jak zaciągam się drugi raz czuję tę moc i ciarki na plecach,
chociaż jako anioł palenia tytoniu szczególnie nie polecam.

Liście pożółkłe jeszcze na skraju lata, i te, które wstydliwie poczerwieniały,
i te w ugrach, i te w niedogasłych jeszcze zieleniach, i te, które więdnąc posmutniały
trzymają się uporczywie cieniutkimi szypułkami gałązek krzewów i drzew.
Nie opadły - wrześniowym chłodom i październikowym przymrozkom wbrew.
A dziś pierwszy śnieg pobielił tę żółć, czerwień i brąz, ze wszystkimi ich odcieniami.
Pobielił, posrebrzył, rozgwieździł obserwowaną przestrzeń misternymi płatkami.

Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. On zaciągał się dymem, ja popijałem kawę.
Za oknem, brudnym szkłem dzielącym nas od realnego świata, plącząc ze snem jawę
gawron, rywalizujący na jesienno-zimowym podwórku ze srokami i licznymi wróblami,
spadł nagle z gałęzi choinki oplątanej kablem elektrycznym z kolorowymi żarówkami.
Wiatr padłego gawrona pióra nastroszył, śnieg próbował pióra gawrona pobielić.
Nie udało się jednak ptasiego życia tak łatwo od ptasiej śmierci oddzielić.

Nastroszył pióra czarne wiatr, gawronich skrzydeł moc upadła,
a w każdym z nastroszonych piór ludzkiego grzechu tkwi zagadka.
Utkwiła najpierw w czerni piór, potem w tym wietrze co je stroszył,
aż padający biały śnieg zagadkę ludzkich grzechów spłoszył.
- Zagadkę ludzkich grzechów znam. Powiedział anioł na taborecie.
- Bo wszystkie grzechy wszystkich ludzi zapisywane są w internecie.

Nastała cisza, jakby ktoś rozsiewał mak - makowi cisza się nie opiera.
- Aniele stróżu mój prawa do grzechu nam nie odbieraj,
prawa do grzechu, ale też ziemskiego prawa do słabości.
Słabość i grzech to ludzka rzecz, daleko nam do doskonałości,
Anielska jest doskonałość, nieśmiertelność i anielska cierpliwość.
ludzkie jest życie niedoskonałe, niedoskonałe umieranie i niecierpliwość.

Nastała chwila milczenia i zazgrzytało coś w jego anielskości.
Anioł zbladł, wiedziałem -  nie chce poddać się słabości.
Usiadłem na parapecie, z myślą, że ptaków będę słuchał.
- Nie siadaj tak na parapecie  - szepnął mi anioł cicho do ucha.
- Aniele stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój
rano, we dnie, wieczór, w nocy bądź mi zawsze do pomocy...


Na krawędzi okna, na krawędzi wyobraźni, na krawędzi sumienia
siedziałem, kiedy anioł gwałtownie pchnął mnie w przestrzeń między
Cantalouppe Island a Dziewiątą Symfonią Beethovena.
- Ja nie jestem, kurwa, twoim aniołem stróżem. Ja jestem aniołem śmierci.
Twoim aniołem śmierci, twoim demonem sumienia.
Nie czuję bólu, nie słyszę bicia serca, nie słyszę muzyki....

Wiesław falko Fałkowski, 2012/2016

środa, 8 czerwca 2016

Kurs gotowania na gazie

falko

Kurs gotowania na gazie


Gdzie jesteś teraz nauczycielu
przedmiotu najważniejszego,
przedmiotu numer jeden na świecie,
jak być wolnym i szczęśliwym?

Program nauczania
gotowania w kuchence mikrofalowej
i jak być pięknym, bogatym i zdrowym
został już dawno napisany
w dalekim zamorskim kraju.
Nauczyciele na całym świecie
są już gotowi,
by uczyć do ostatniej kropli potu,
ostatniej kropli krwi,
ostatniego wyrazu w podręczniku
umiejętności gotowania na gazie,
wybielania zębów,
kolorowania snów,
lakierowania paznokci,
wygładzania słów,
powiększania piersi i penisów,
pomniejszania pośladków i poczucia winy,
zarabiania na giełdzie
bez utraty złudzeń.

Nienaprawiana od lat
ciężka zasłona miłosierdzia
spada gwałtownie na nasze głowy,
by ostatecznie pozbawić umiejętności
zadawania podstawowych pytań egzystencjalnych.
Co i ile tak naprawdę trzeba wiedzieć
i co mieć, czuć i pamiętać,
aby przestać gotować na gazie.

Do końca semestru jeszcze tak daleko.
Nie wystarczy udawać inteligentnego,
nie wystarczy udawać szczęśliwego,
nie da się udawać wolnego.
Gdzie jesteś teraz nauczycielu
przedmiotu najważniejszego?



ten sen mój umysł piękny upośledza

falko



ten sen mój umysł piękny upośledza

spotkana czterdzieści lat temu
piękna bajkopisarko i matko moich dzieci
wybrana spośród tysiąca i jednej nocy
kupiona od czterdziestu rozbójników za czterdzieści wielbłądów

spowiadam ci się może zbyt późno
nie będę już wzywał bez potrzeby
ani błagał o wybaczenie
nawet jeśli mają o tym napisać gazety

nie wiem jak to się stało
od czego się zaczęło
dlaczego myśl ta uparcie wraca
i umysł mój piękny upośledza znamiennie

biegam po łąki zielonej wybojach
wyobrażeń o bliskiej i dalekiej przestrzeni
potykam się o wystający fragment cudzej myśli
tracę równowagę i poczucie humoru

leżę bezbronny muskany wiatrem ludzkich skojarzeń
ptaki wysoko na niebie krążą w tańcu ptasim
wzrok bystry przyćmił z dmuchawców lot nasion
nagie ciało zaczynam kulić ze wstydu przed okiem kuropatwy

zerwać się znowu do biegu nie mogę
pośród traw wybujałych człowieczych zazdrości
wysokich chwastów łąkowej zieleni
wyczuwam w mym ciele brak cukru i alkoholu

w tej beznadziejnej na pozór sytuacji
zjawiasz się ty moja najmilsza bajkopisarko
siedząc okrakiem na koniku garbusku
wzywasz na pomoc siedmiu krasnoludków

przeganiasz dziewczynę z zapałkami
która bezwstydnie się do mnie dobiera
krasnoludki gonią tymczasem kopciuszka
bo mi namiętnie maczki wybierał

myślę tedy że mara skończona
lecz jeden z głupków najgłupszy z ostatnich
dostrzega uszczerbki mojej postaci
i w dziele dobroci pozbawia mnie wstydu rozumu i życia

można by rzec że koniec to bajki
lecz bajka ciągłe nieskończona
wciąż konam


Wiesław falko Fałkowski, 2011/2016
Pisz i czytaj wiersze, Antologia pod redakcją Ryszarda Mierzejewsjiego, Pieszyce 2016





wtorek, 7 czerwca 2016

imaginacja

falko


imaginacja


imaginatywna władza niebieskich bóstw
imaginatywna magia złotych ust
imaginatywna woń kobiecego ciała

obiektywnie istniejąca
dyktatura obowiązków codziennych
układa jedynie prawdziwy
porządek zdarzeń
przywraca rzeczywisty zapach
nocy i dni

w wyznawanych ostatnio
powszechnie popularnych religiach
za grosz nie ma mistycyzmu
między nami pozazmysłowy
bezpośredni kontakt
został zastąpiony
regularną rozpierduchą

chodzę potargany

Wiesław falko Fałkowski, 2016
Wiersz opublikowany w poezja-sztuka.com



Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...