sobota, 31 grudnia 2016

Toast za Dwunastu Braci i Rok Cały

falko

Toast za Dwunastu Braci i Rok Cały

Dwunasty miesiąc w roku spytał mnie o braci:
Czy Styczeń tego roku czynsz Zimie zapłacił?
Czemu Luty  Marcowi jedną nockę ukradł?
Czy wiosna przyszła w Kwietniu, czy dopiero w Maju?
Czemu Czerwiec Lipcowi dawał dobry przykład?
Dlaczego zakochani w Sierpniu się kochają?
Dlaczego Wrzesień noce miał już takie chłodne,
A w Październiku jeszcze dni były pogodne?
Listopad liśćmi sypnął prosto nam pod nogi?
Grudniu skończ te pytania - szampan się już chłodzi,
Stoły zastawione, do tańca nam grają,
Ostatnie minuty Starego uciekają;
Zatem toast wznieśmy - ogłaszam koniec postu!
Wypijmy za Rok Nowy i Braci Dwunastu!

Wiesław Fałkowski falko, 2016


czwartek, 29 grudnia 2016

Idą Trzej Królowie - kolęda

falko

Idą Trzej Królowie - kolęda
słowa: Wiesław falko Fałkowski
muzyka:

1. Gwiazda dziś rozbłysła
na bezchmurnym niebie.
Królowie ujrzeli,
w cud ten uwierzyli
i w podróż daleką
chętnie wyruszyli.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

2. Gwiazda im wskazała,
w którą stronę iść, by
szukać maleńkiego,
w żłobie zrodzonego -
z Józefa, Maryi -
dzieciątka bożego.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

3. Roztropnie zabrali
na tę długą drogę
daktyle, rodzynki,
suszone sardynki,
białe, kozie sery
i słodziutkie figi.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

4. Dla świętej rodziny
mirrę bursztynową
na wielbłądach wiozą,
a osiołki niosą,
w sakwach spakowane,
kadzidło i złoto.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
idą trzej Królowie,
idą Królowie.

5. Jezusek maleńki
gości trzech przywitał.
Pastuszkowie grali,
anieli śpiewali
   a Maria z Józefem,
   złoto rozdawali.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
przyszli trzej Królowie,
przyszli Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
przyszli trzej Królowie,
przyszli Królowie…

6. Jezusie maleńki,
   nasza Święta Matko
   i Józefie Święty,
   złoto podzielimy
   dla chwały i zgody
   pomiędzy narody.

Brzegami siedmiu mórz,
ścieżkami pośród wzgórz,
przyszli trzej Królowie,
przyszli Królowie.

Leśnymi traktami,
polnymi drogami,
przyszli trzej Królowie,
przyszli Królowie...

Wigilia 2016. z cyklu: Przysiadki na Centrralnym



Wigilia 2016.
z cyklu: Przysiadki na Centrralnym


Przychodzę tutaj, aby się rozgrzać, schronić przed deszczem. Ale nie tylko. Widzę, że pan też nie ma żadnego bagażu. Można by sądzić, że pan na kogoś czeka, ale taki ktoś, kto na kogoś czeka to nerwowo spoglądał na zegarek, sprawdza rozkłady jazdy itd. A pan nie. Pan sobie siedzi, patrzy na ludzi, wodzi spojrzeniem po suficie. Widziałem już tu pana wiele razy. Zawsze tak samo: siada pan sobie i czeka.
Interesujący jest zapach tego miejsca. Czuje pan?  Może to pamięć węchowa sprowadza pana i tych ludzi tutaj, na dworzec. Oczywiście tych, których celem nie jest podróż pociągiem. Dzisiaj dworce kolejowe pachną inaczej niż kiedyś.
Kiedy byłem małym chłopcem, bardzo bałem się wjeżdżającej na stację lokomotywy. Wtedy były to parowozy. Olbrzymie czarne maszyny buchające kłębami dymu, gwiżdżące. Jakaś siła wprawiała te czarne potwory w ruch i widać było obracające się wielkie stalowe koła. Moja dziecięca wyobraźnia pracowała wtedy na zdwojonych obrotach.
W pamięci utkwił mi zapach wjeżdżającego na stację parowozu. To był zapach sadzy, smarów, pyłu węglowego i kurzu zmieszany i utrwalony w gorącej parze wodnej, wyrzucanej różnymi zaworami i otworami z kotła maszyny. Taki była zapach dworców kolejowych. Do dziś pamiętam ten zapach.
Teraz dworce kolejowe pachną inaczej. Ludzie pachną inaczej. Maszyny. Nawet ubóstwo, nędza, głód i bezdomność pachną inaczej.
Wie pan idą święta, dziś wigilia Bożego Narodze. Tak sobie pomyślałem, że i święta pachną dzisiaj inaczej niż wtedy - niż wtedy kiedy byłem małym chłopcem. Och, było tych wigilii od tamtego czasu, trochę było.
To musiało być sześćdziesiąt parę lat temu. Ta wigilia, która tak utkwiła w mojej głowie. Ach, nie pamiętam co tam było na stole, nie pamiętam jakie dostałem zabawki, ale utkwiło mi w pamięci, że ledwo po kolacji, kiedy wstaliśmy z rodzicami od stołu - niespodziewanie zgasło światło. W tamtych czasach to było normalne, że wyłączali prąd. Zresztą prąd wtedy nie był aż taki ważny - nie było w domu telewizora. Pierwszy telewizor rodzice kupili chyba dopiero w sześćdziesiątym czwartym.
W tę pamiętną wigilię zgasł prąd i zrobiło się w pokoju zupełnie ciemno. Mama szybko zapaliła świeczki.
I stał się taki wigilijny cud, który, jak pan słyszy, utkwił mi w pamięci na zawsze. Na choince ożyły wszystkie ozdoby. Siedziałem między mamą i tatą i wpatrywałem się z rozdziawiona buzią na choinkę. Za sprawą migotliwego światła z płomienia świecy, ozdoby choinkowe zrobione z pazłotek, bibuły, krepy, cukierków w kolorowych papierkach, pierniczków lukrowanych - ożyły. Te pierniczki lukrowane, to oddzielny temat. Pieczone były daleko przed świętami przez babcię. Przy mojej asyście, rzecz jasna. Ale to zupełnie inna historia.
Były też szklane bombki na choince, ale one nie były takie ważne. Najważniejsze były te zrobione, posklejane, zmontowane, a wcześniej wymyślone razem z mamą: długie łańcuchy z pasków kolorowego papieru, jeżyki z bibułki, gwiazdorki z krepy, księżyce i słoneczka z pazłotka. Ważne też były ludziki i zwierzątka z kasztanów - zrobione z tatą w parku, jeszcze jesienią. Cała ta choinkowa menażeria ożyła wtedy, po tym, jak nagle zgasło światło i mama zapaliła świeczki.
Wie pan, sądzę, że te wszystkie szczegóły tamtej wigilii utkwiły mi tak głęboko w pamięci właśnie dzięki zapachom. Pamiętam dokładnie zapach białego kleju roślinnego w małym słoiczku. Pachniał słodkawo i ta jego woń prowokowała, zachęcała aby go polizać, posmakować. Tego kleju używała mama kiedy sklejaliśmy te wigilijne ozdoby. Pachniały tym klejem nie tylko figurki z kolorowych papierów, ale także moje palce, włosy i ubranie.
Włosy mojej mamy pachniały rumiankiem, a gładko wygolona twarz mojego ojca wodą kolońską. Choinka pachniała świerkowym igliwiem. Tak pachnie właśnie w naszej pamięci ciepło rodzinne. Tak, proszę pana, rodzinne ciepło ma też swój zapach.
Pamiętam też inaczej pachnące wigilie.
Były w moim życiu takie, w które spieszyłem się do domu. Dom pachniał wtedy kobietą - matką moich dzieci, świeżo upranymi koszulami, prasowaniem i jakże już innym - rodzinnym ciepłem.
Najbardziej jednak zapamiętałem zapach, na który czekaliśmy wszyscy cały rok. To był zapach odświętny - tak pachniał dom tylko raz w roku - na Święta Bożego Narodzenia.
Wigilia świąt  pachniała wtedy specjalnie: grochem z kapustą, grzybami, kartoflami w mundurkach, smażonym karpiem, suszonymi owocami, pieczonym ciastem. Zapach igliwia mieszał się z zapachem potraw i z zapachem zapalonych świec. A rano, w pierwsze święto, budziłem się obok ukochanej kobiety. Jej zapach - zapach jej ciała, jej włosów mieszał się z zapachem białej pościeli. Tak pachniała wtedy nasza miłość. Taką ją zapamiętałem.
Wie pan, sądzę, że te moje wigilijne opowieści utkwiły mi tak głęboko w głowie i zawsze powracają z okazji wigilii i świąt właśnie dzięki zapachom. Podobno człowiek jest w stanie rozpoznać dziesięć tysięcy różnych, odmiennych zapachów. I zapamiętać na całe życie.
A pan się nigdzie nie spieszy? Do domu? Do rodziny?
To wie pan, tylko niech się pan nie pogniewa, ja mam tu schowany w kopercie opłatek. Może przełamiemy się? Na te pachnące dworcem kolejowym Święta?


Wiesław Fałkowski falko, 2016

czwartek, 22 grudnia 2016

kolęda - W stajence przy drodze

falko

W stajence przy drodze - kolęda
słowa: Wiesław falko Fałkowski
muzyka:



1. Mała stajenka przy drodze stała,
a w tej stajence gromada cała
zwierząt i małych pasterzy.

2. Za dnia zieloną trawkę skubały,
w nocy pod dachem stajenki spały,
pod okiem małych pasterzy.

refren:

W stajni przy drodze,
zwierzęta śpiewają,
pastuszkowie grają,
gwiazdy wypatrują,
gości wyczekują,
strudzonych srodze.

Gości wypatrują,
strudzonych srodze.

3. Maria i Józef przyszli z daleka,
lecz nikt z rodziny na nich nie czekał,
a pastuszkowie gościli.

4. Maryja Święta klęka przy żłobie,
Józef ją ręką gładzi po głowie,
urodzi Maria w stajni syna.

refren:

W stajni przy drodze,
zwierzęta śpiewają,
pastuszkowie grają,
gwiazdy wypatrują,
gości wyczekują,
strudzonych srodze.

Gości wypatrują,
strudzonych srodze.

5. Jezusek mały leży na sianie,
w niebiosach słychać anielskie granie,
nastała radość na Ziemi.

6. Choć Bóg wśród zwierząt w żłobie się rodził,
z szponów Szatana nas oswobodził,
pozwolił żyć nam na Ziemi.

refren:

W stajni przy drodze,
zwierzęta śpiewają,
pastuszkowie grają,
gwiazdy wypatrują,
gości wyczekują,
strudzonych srodze.

Gości wypatrują,
strudzonych srodze.





2016. Noc wigilijna

falko

2016. Noc wigilijna
w domu nikogo nie ma
dziecko w oknie nie stoi
nie śpiewa
przybieżeli pasterze
grają skocznie
pierwsza gwiazdka świeci
nad horyzontem niebo czerwone
chwała na wysokości
pokój na ziemi
łuna miast płonących
zwiastun porachunków
krew rynsztokiem płynie
szatan się rozpłakał
z wielkiej radości
łzy lśnią na choince
krwiście
mirra kadzidło i złoto
ukłony w pokorze
Bóg się rodzi
Bóg umiera
z żalu wielkiego
leży martwy na bruku
na mrozie
skrzydłami gawronów
okryty
przy stole
puste krzesła stoją
na białym obrusie
zapomniany opłatek
potraw nie ma
zakrwawione noże
inspiracja: Tadeusz Gajcy - 1942. Noc wigilijna

kognitywne domknięcie

falko

kognitywne domknięcie

od dawna
czułam bezradność -
ocean zatapiał
gwałtownym przypływem
nadmiaru informacji

szukając prostej wiedzy
przestałem słuchać innych punktów widzenia
zaakceptowałem iluzję prawdy

przestałem tolerować ambiwalencję
mimo trudności z podejmowaniem wyzwań
za wszelką cenę chciałem
podtrzymać dualistyczny charakter
mojego świata -
wszystko miało pozostać czarno-białe
albo przynajmniej - biało-czerwone

nastąpił moment
osądu i podjęcia decyzji
zamknąłem się natychmiast
w ciasnej skorupie -
porośniętej pąklami strachu -
alternatywne strumienie informacji
nie miały dostępu

po czasie
otoczony śluzem niepewności
usłyszałem docierające strzępy
oczekiwanych reklam oferujących pewność -
nieśmiało zacząłem odczuwać ukojenie

powodowany potrzebą permanencji
umocniłem słuszny punkt widzenia
w otaczającym chaosie
nabrałem pewności siebie
osiągnąłem cel ostateczny
domknąłem się kognitywnie*
na długo

Wiesław Fałkowski falko, 2016

*autorem teorii domknięcia kognitywnego jest Arie Kruglanski


niedziela, 18 grudnia 2016

Oczekiwanie na przyjście Miniatury adwentowe

falko

Oczekiwanie na przyjście
Miniatury adwentowe


Adwent

Fiolet ornatów
rychłe przyjście zwiastuje.
Palą się świece,
na ziemi, jak i w niebie.

Obawa

Narodził się Syn.
Pomiędzy zwierzętami,
w stajni przy drodze.
Będzie chciał ludzi zbawić?

Nadzieja

Narodził się Bóg -
czysta i szczera miłość,
ludzkie sumienie
z grzechu pychy oczyści.

Pokora

Kiedy powołasz
mnie przed swoje oblicze,
pokornie klęknę -
przebacz mi moje winy.

Zbawienie

Ludzka rzecz grzeszyć -
boska grzechy wybaczać.
Zbawiciel czeka
na ludzi dobrej woli.

Wiesław falko Fałkowski, 2016


sobota, 17 grudnia 2016

pamięć węchowa

falko

pamięć węchowa

na co dzień i od święta
każde miejsce w naszym domu
pachniało tobą
pachniałaś jak kropla słonego potu nad ranem
aromatem pospiesznie parzonej kawy
kiedy zakładałaś sukienkę
tysiąc rzeczy do zrobienia
chwytałaś torebkę
biegłaś bo autobus ucieknie
latem pachniałeś lipą i zbożem
ciepłą bryzą od morza
czasami smażoną rybą
a nocą pachniałaś gwiazdami
jesienią pachniałaś kiszonymi ogórkami
liśćmi w parku
czerwoną jarzębiną
książką i herbatą
a zimą
zimą pachniałaś
na to najbardziej czekałem
świątecznym wigilijnym stołem
kapustą z grochem
grzybami
kompotem z suszonych owoców
goździkiem i cynamonem
lukrowanym piernikiem
świerkowym igliwiem
moja samotność
pachnie naszym domem
ciągle pachnie tobą

Wiesław Fałkowski falko, 2016


sobota, 10 grudnia 2016

przystanek chwilowy

falko

przystanek chwilowy

tymczasowy przystanek kolejowy
bez siódmego peronu
bez toru dwudziestego
stąd odjeżdża ostatni pociąg donikąd
zapowiadany bezgłośnie
przez przypadkowych uczestników
wędrówki w poszukiwaniu
nieodgadnionego

podróżni zrezygnowani
wojna dobiega końca
nadzieja na jutro
zmarła wczoraj
dzisiaj odjechać można
na drugi koniec tęczy
powstałej z załamania biegnących
równolegle promieni światła i marzeń
w maleńkiej kropli wyobraźni
spadającej ukradkiem
krwawą łzą
na wykrochmalony kołnierzyk
nieskazitelnie białej koszuli

pozostaje szukać
dobra piękna znaków
w przyrodzie
ludzkiej myśli i sztuce

rodzi się nadzieja

Wiesław falko Fałkowski, 2016

Marek Aureliusz - “Życie - to wojna i przystanek chwilowy w podróży, wspomnieniem pośmiertnym - zapomnienie. Cóż więc może posłużyć za ostoję? Tylko jedno: filozofia.”

piątek, 9 grudnia 2016

Miłość wraca zdziwiona

falko

Miłość wraca zdziwiona

Wspomnienie tych dni -
krzyk mew morską bryzą przywiany
nad piaszczystą plażę
szybko ginie w fal szumie
codziennych szarych zdarzeń
a wydawało się przecież
że czas się zatrzymał tak nadzwyczajnie
patrzeć w przyszłość nie trzeba z obawą
życie będzie wieczne
teraz - będzie zawsze
jakby nic się nie stało

Miłość przekorna -
obłok wiatrem przegnany
odchodzi czasami na chwilę
wraca zdziwiony
słońce nadal świeci
nic się nie zmieniło
nadal zwykłe życie
między nimi płynie
takie zwykłe życie
nie tylko kochanie

Rozstanie
choć krótkie
zawsze mocno boli
kiedy miłość płonie
przecież zgasnąć może
a samotne serce
przecież wolniej bije

List miłosny
każdemu z kochanków
wyobraźnia składa
zazdrość i tęsknota
w ich myślach się wzmaga
czy kochanek wróci
czy czeka kochanka

Powrót nie jest łatwy
gdy ocean zdarzeń
gwałtownie wzburzony
rwie żagiel nadziei
na skały łódź rzuca
kochanków co chętnie
trafić chcą do cichej przystani
i żyć jeszcze
i kochać


Wiesław falko Fałkowski, 2016

środa, 7 grudnia 2016

List kochającego ojca

falko

List kochającego ojca
(proza życia dla dzieci 12+)

Najdroższa Marysiu, 
Córeczko moja ukochana -

kończysz dzisiaj dwanaście lat 
i jesteś już dużą dziewczynką.

Z tej okazji życzę Ci
wszystkiego najlepszego.
Niech w Twoim serduszku
zawsze gości Radość i Miłość.
Ciocia Zosia, ta którą poznałaś,
jak byłaś u mnie w ubiegłym roku
w ostatni weekend wakacji,
też bardzo Cię pozdrawia.

Tatuś nie może do Ciebie
przyjechać w tym roku.
Ciocia Zosia poprosiła
żebym pojechał z nią do Kołobrzegu.
Wiesz, tam jest takie piękne spa,
w którym takie piękne
kobiety jak ciocia Zosia
stają się jeszcze piękniejsze.
Jak dorośniesz, to tatuś
pokaże Ci takie piękne spa.

Twój kochający tatuś.

P.S. Marysiu, powiedz mamusi,
że tatuś alimenty przyśle dopiero
we wrześniu, bo teraz
ma dużo różnych,
bardzo ważnych wydatków.
Ty to przecież rozumiesz,
jesteś już taka duża.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

poniedziałek, 5 grudnia 2016

matowe kryształy (2)

falko

matowe kryształy (2)

Wirtualny diament
tnie szklaną taflę wyobraźni
na drobne lusterka,
w których odbijają się
wymyślone słowa.

Ułożone starannie, gorliwie
w wersy, frazy, strofy
i zapisane na białej kartce
tworzą tekst.

Być może, to tylko
cichy szept idioty.

Wystarczy jednak,
że na kartkę spadnie
czułości kropla,
nie z umysłu,
a wprost z serca poety
i powstanie wiersz.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...