niedziela, 18 listopada 2018

Listopadowy wiatr

falko



















Listopadowy wiatr

listopadowe topole bez liści
słychać jak szept cichnie

nie cichnij 
wietrze wiej
szeleść skowycz
złorzecz śmierci
śmiej się z niej
głośno śmiej

napluj deszczem 
prosto w twarz
szarp jej szaty
rwij jej płaszcz
zatańcz przed nią
mokrym liściem
i przekleństwem
w oczy ciśnij

na cmentarzu 
przewróć krzyż
rwij w kawałki
sieć pajęczą
krzycz szaleńczo
głośno krzycz
wytrąć śmierci
z martwych rąk
poplątany przędzy wątek
zasupłaną życia nić

na poety zatańcz grobie
niech poczuje siłę w sobie
wierszoklety zimny trup
i na chwilę niech ożyje
żeby śmierci śmiać się w twarz
i przez jedną chociaż chwilę
żywym słowem ją zawstydzić
napisanym w grobie wierszem
w żywe oczy z śmierci szydzić

a ty wietrze mocno wiej 
szeleść skowycz
złorzecz śmierci 
śmiej się z niej
głośno śmiej

Wiesław Fałkowski, HH, listopad 2018

wtorek, 13 listopada 2018

Uboga opera

falko
Uboga opera

moja opera uboga
jak płaszcz pocerowany
poskładany z kawałków
pozszywany z pragnień
wstydliwych marzeń niewypowiedzianych
żądań niezaspokojonych
i cichego skowytu
o poranku
kiedy pragnienie i głód
skłania do zjadania
własnych słów

owoce złego i dobrego
są cierpkie i słodkie zarazem
ledwie pomyślane
fermentują
zwalają z nóg

resztki poszarpane
upiorne czarne kruki
wydziobują z moich myśli
jak z oranej ziemi
białe larwy podziemnych owadów

w pamięci pozostają plamy

zostałem okłamany
nie ma
na mojej drodze
ani boga ani jego syna
ani żadnej rzeczy

tam stoją tylko
zbrojni w szyderstwa żołdacy
pilnujący wejścia
do zielonych wzgórz

on zmartwychwstał
jak zapowiedział tak zrobił
zmartwychwstał
jego tu nie ma
odszedł

kogo szukamy
kogo ja szukałem
dręczony poczuciem winy
biegnąc pospiesznie przed siebie
przez całe plugawe życie
a i teraz
pochylony nad otwartym grobem
nim pogrzebion
łaski czekam
czy kary

Wiesław Fałkowski. HH, listopad 2018

środa, 6 czerwca 2018

Remi & Falko - Song dla Pana L








Available now from:

iTunes https://itunes.apple.com/gb/album/son...

Amazon https://www.amazon.co.uk/feat-Wieslaw...

Google Play - https://play.google.com/store/music/a...

Cdbaby - https://store.cdbaby.com/cd/remigiusz...
Spotify - https://open.spotify.com/artist/3H4dr...
Deezer - https://www.deezer.com/en/artist/1489...
Tidal - https://listen.tidal.com/track/89427196

Directed by: Daniel Cichy
Edited by: Agnieszka Rebosz

Text: Wieslaw Fałkowski
Music and Vocal: Remi Juskiewicz
Harmonica: Paweł Szymański
Dance performed by: Agnieszka Rebosz

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Bio (En)

In February 2017, Remi has started a collaboration with Wieslaw Falkowski, who is a poet living in Inowroclaw, Poland. This initiated a new direction in their career Sung Poetry. The project temporarily titled Remi & Falko, in short time issued 16 songs and had been developed with numerous gigs and new compositions taking place. An album is also being planned. For now, Remi produces music and play gigs, while Falco writes lyrics.

Email: remi.falko.project@gmail.com
FB: https://www.facebook.com/remifalko
Web: http://remi-studio.com/?p=1


Utwór
Song Dla Pana L. (feat. Wieslaw Falkowski & Pawel Szymanski)Wykonawca
Remigiusz Juskiewicz
Album
Song Dla Pana L. (feat. Wieslaw Falkowski & Pawel Szymanski)
Na licencji
CD Baby (w imieniu wytwórni Remi & Falko)

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Poszukiwacz miłości idealnej




Poszukiwacz miłości idealnej
Stachowi, w 150 urodziny.
Kobieto,
noszę twój obraz w sobie
i bezustannie go tworzę.
Czy jesteś wytworem mojej wyobraźni?
Czy, jednak może,
narodziłaś się w fizycznej postaci?
Może tyś Ewa – z żebra Adama stworzona
i tak ze mną spleciona,
że ty nie możesz być kobietą tylko,
a ja już nie mogę być mężczyzną bez ciebie.
Ja jestem sprawca, kreator równy bogu,
a jednak tak niepełny, tak rozdwojony,
że żyć już nie mogę bez ciebie,
bez mojej drugiej połowy.
Kobieto,
tyś jest samą naturą,
twoją domeną instynkt,
płodność, chuć i pożądanie.
Nasze ciała, materialne powłoki, to więźniowie duszy.
Niech duch droczy się z materią,
a materia walczy z duchem,
a my, zatraćmy się na chwilę w transcendentalnym szale rozkoszy.
Kobieto,
może ty jesteś Salome,
uwodzicielska kusicielka
pragnąca jedynie mojej zguby?
Rozniecasz w kochanku ogień,
skrywany głęboko sadyzm,
nekrofilskie pożądanie?
Ja pragnę twego ciała,
ty zabierasz mi duszę.
Raz z ciebie niewolnica,
innym razem – pani.
Jestem Androgyne.
Szukam kochanki idealnej,
bo szukam kobiety w sobie,
są dwie płcie w każdej istocie:
jest trochę ciebie we mnie,
a mnie jest cząstka w tobie.
Rozdzieleni – cierpimy,
tęsknimy za mistyczną pełnią,
za duchową i fizyczną Dwój-Jednią.
Mój własny świat,
cały mój kosmos,
stworzony i oparty na chuci.
Pożądanie, rozum, dusza,
walczą ze sobą wytrwale:
id, ego oraz superego.
Kłaniam się panie Freud –
niech pan się ode mnie uczy.
Wiesław Fałkowski, 11-05-2018

czwartek, 31 maja 2018

Ulotność

falko

Ulotność

zdarza się tak
że ani wędrówka po lesie
ani zieloność traw 
ani spacer ulicami miasta
nie przynoszą ulgi
niepokój ściska trzewia
wstrząsa wnętrzem
każe szukać w umyśle zdarzeń
przeszłych minionych ukrytych
na krańcu pamięci
na początku zapomnienia

Skórzybut rozdrażniony
widokiem ludzkich postaci
znudzony
widokiem drzew
wejdzie wejściem dla inwalidów
do knajpy na rogu ulicy

przyszło mu do głowy niespodziewanie
uzdrowić się od tej cholernej byle jakiej codzienności

pnie się
wdrapuje po schodach z nadzieją
że o tej późnej godzinie
nie będzie już żadnych gości

siedząc na wysokim stołku przy barze
samotnie wypije wódkę
kiedy już zamyślona
zasmucona nie wiedzieć czym
młoda dwudziestoletnia zaledwie
śliczna dziewczyna-barmanka
naleje
pierwszego
drugiego
trzeciego

później Skórzybut
wyjdzie zawiedziony
zawstydzony
że wódka była ciepła
zbyt droga
a dziewczyna za barem
zbyt młoda
zbyt smutna
zbyt niedostępna

Skórzybut przeklinając ówczas Kierkegaarda
pozostanie z nadzieją że jako istota ludzka
w pełni odpowiedzialna

skazana na wolność bezgraniczną
jednocześnie jako człowiek
otoczony przerażającą pustką
w swojej nieskończoności
wypełnionej katastroficzną grozą

troską o coś tam o coś tam
(co pojąć od razu nie sposób
ontologia i metafizyka)
nie odczuje przejmującego na wskroś
uczucia lęku i beznadziei istnienia

na koniec
zaśnie w barłogu
utkanym z nałogów
wyściełanym zwykłymi ludzkimi pragnieniami


Wiesław Fałkowski
z książki: O czym szepczą podziemne owady
© Wiesław Fałkowski, 2018, ISBN 978-83-947558-2-9
(w przygotowaniu)
ilustracje: © Wiesław Fałkowski


niedziela, 29 kwietnia 2018

Stary las

falko
Stary las

las żyje
jego istotność
zdaje się być jedynie postulatywna
jednak żyje
dostojnością drzew
bujnością krzewów
zielonością traw
cienistością paproci
miękkością mchów
i szeptem podziemnych owadów

niezliczoną liczbą zielonych igieł
igiełek listków źdźbeł liści i łodyg
w niemających nic z mistycyzmem wspólnego
procesach fizyczno-chemicznych
zamienia wodę w wino
węgiel w chleb

kiedy Skórzybut ściął drzewo
upadło z jękiem
i umarło
wtedy po raz pierwszy usłyszał
niespokojny szept podziemnych owadów
i zdziwił się
bo przecież nie było w tym nic mistycznego

Wiesław Fałkowski
z książki: O czym szepczą podziemne owady
© Wiesław Fałkowski, 2018, ISBN 978-83-947558-2-9
(w przygotowaniu)
ilustracje: © Wiesław Fałkowski

Perły Morza Egejskiego

Tamara Łempicka, "Wiosna" , olej na desce, 1928, własność prywatna



Perły Morza Egejskiego

Mam na imię Issa, jak miasto, w którym się urodziłam.
Od kiedy stałam się kobietą, przechodzę z rąk do rąk.
Jestem niewolnicą tych, którzy wygrywają wojny i kreują porządek rzeczy.
Którzy tworzą czas i władają moim światem.
Jestem jedną z siedmiu sióstr ofiarowanych Achillesowi.
Jesteśmy jak zabawki, jak rzeczy – piękne, co prawda, ale bez większej wartości.

Na mojej wyspie Lesbos wiosna trwa wiecznie.
Słońce wschodzi nagle i nagle zachodzi.
Kwiaty we wszystkich kolorach tęczy pachną całą dobę.

Uwielbiam czas, kiedy zakwitają białe bzy.
Moje oczy lśnią wtedy jasnym światłem gwiazd.
Odbijają ich blask – tak jak nocą – granatowe wody Morza Egejskiego.

Wczoraj zerwałam gałąź bzu i podarowałam ją czarnowłosej Antissie.
Wzięła ode mnie upojnie pachnącą kiść białych, drobnych kwiatów
i spojrzała mi prosto w oczy.
– Czy wiesz, że podarowany biały bez, to wyznanie miłości?

***

jestem jedną z siedmiu ofiarowanych
jedną z siedmiu pięknych
należałam do Agamemnona
należałam do Achillesa

mam na imię Issa
jak miasto w którym się urodziłam
na Lesbos białe bzy zakwitają najwcześniej

czarnowłosa Antissa wzięła ode mnie gałązkę
i niewinnym głosem powiedziała
będę cię zawsze kochała

dotknęłam delikatnie jej ramienia
odwróciła głowę w moją stronę
patrzyła na mnie uważnie
moje oczy zwilgotniały
nabrzmiałe usta wyszeptały
całuj pieść kochaj

przytuliłam piersi do aksamitnej skóry kochanki
sutki nabrzmiały kiedy się poruszyła

przez ciała przebiegł delikatny dreszcz
tak jakby wiosenny deszcz zrosił nasze ciała
kropelkami rozkoszy

namiętność
do utraty tchu
bez wstydu
na zatracenie
na wieczność

Wiesław Fałkowski, 19-04-2018



wtorek, 10 kwietnia 2018

Iluzja wielkości, obietnica nieśmiertelności



Iluzja wielkości, obietnica nieśmiertelności
z cyklu: Obrazy nienamalowane, obraz V 


wracając
usiłujesz drzwi otwierać otwarte
za nimi łatwo zdobyte
a jednak niezdobyte
bogactwo materialne-niematerialne
iluzja wielkości
obietnica nieśmiertelności
chcesz sięgać
po monumentalne atrybuty
życia wiecznego

twój obraz nienamalowany
kontur widziany wyobraźnią
ledwie lekko zarysowany
wypełniasz nieporadnie
przywołując z pamięci
kolory przeszłości
i plamisz płótno

impresja abstrakcja ekspresja
realny obraz rzeczywistości
wyimaginowany hiperrealizm
nie rozpoznasz swojej myśli
zapomnij
ostrogi zostaw na padoku
idź spać i śnij spokojnie
sen prosty i przejrzysty
o domu o swoim domu
nie warto przecież grać cynicznie
o miejsce w szyku

nie jest hańbą nie zdobyć szczytu
wrócić pokonanym lecz niepokonanym
zostawić drzwi na oścież otwarte
i cierpliwie czekać

wyświechtanymi słowami klamką zapaść
nie podrywaj się zbyt wcześnie
może któregoś dnia
narodzi się nadzieja
by zdobyć kolejną sprawność
a przyszłość
stanie się obrazem namalowanym
spełnieniem
i nie przeszkodzi ani śmierć ani poezja

Wiesław Fałkowski, 10-04-2018


wtorek, 3 kwietnia 2018

Burzówka

falko
Burzówka

burzówkę
postawili ludzie we wsi
a wieś sąsiadowała z borem
było tak już od setek lat
ani bór
ani wieś
nie mogły tego zmienić

umierali
rodzili się
powstawały nowe domy
to prawda
coraz bardziej odległe od lasu
coraz bliżej jeziora
tam osiedlali się ci co łowili ryby
stamtąd ścieżka prowadziła
w stronę burzówki –
dzwonnicy wysokiej
budowli wspartej na słupach
zwieńczonej dachem w kształcie –
Santa Casa di Loreto – Świętego Domku z Loreto
z zaznaczonymi drzwiami po stronie północnej
oknem po stronie zachodniej
i parą drzwi od południa

Skórzybut
tak jak i wszyscy mieszkańcy
wsi na skraju lasu
i innych okolicznych osad
i ci którzy polowali na zwierzynę
i ci którzy uprawiali rolę
i ci którzy łowili ryby
a nawet ci od smoły i dziegciu
wiedzieli
byli pewni
głęboko w to wierzyli
że najmniejszy dzwonek loretańskiej dzwonnicy
odstrasza płanetników – złe duchy
pokraki przebierańce
w czarnej pelerynie
spiczastej czapce
siedzące okrakiem na burzowej chmurze
ściągające nieszczęścia na domostwa
żywioły na uprawy
choroby na ludzi
co nie dali im świeżego jajka od czarnej kury
białego mleka od czarnej krowy

...dzwonki
dzwonki dzwoneczki
chrońcie nas ode złego wszelkiego
chroń nas Matko Boska Loretańska
pod twoją opiekę oddajemy się teraz
i na wieki wieków

Matko
połam pioruny
rozkrusz gromy
zwołuj żywych 
umarłych opłakuj –
ulgura frango...

przyszedł jednak zły czas
kiedy przetopiono wszystkie dzwonki
na miecze
rozpoczęła się rzeź
która nie ma końca
i trwać będzie wieki

Skórzybut westchnął
na cóż mi słuchać podszeptów podziemnych owadów
o rozumie i szaleństwie
kiedy nie ma już tajemnicy
co wzywała mnie by odmówić Anioł Pański
nic nie wzywa mnie do Majowego Nabożeństwa
nie chroni od złych mocy
gradobicia
nagłej śmierci
pokusy
i nie ochroni mnie od szaleństwa

Wiesław Fałkowski, 2018
z tomu: O czym szepczą podziemne owady (w przygotowaniu)
ilustracje: falko

czwartek, 22 marca 2018

Orka na zagonie

falko
Orka na zagonie
z cyklu: Obrazy nienamalowane, obraz IV 

We śnie
jasno jak na jawie
pejzaż oranego pola
namalowany-nienamalowany

Na zagonie
białe i czarne rozkrzyczane ptaki
żarłocznie rozradowane
a to siadają
a to zrywają się do lotu
za pługiem co odwraca skiby szczodrej ziemi

Orana rola 
pachnie pszennym podpłomykiem
na rozżarzonych fajerkach
lecz
inaczej na początku
po środku
i na końcu

Dalej
przy drodze kapliczka
którą postawił ktoś
w dawno przeszłym czasie
gdy ludzie jeszcze boso tędy chodzili
na skróty 
do kościoła w drugiej wsi

Klęczą
kobiety o perłowych włosach
klepią pacierze
modląc
byś obronił ode złego
i od nagłej śmierci

Kolorowe wstążki
papierowe kwiaty 
drutem przypięte 
do twojego krzyża
wiatr niepokorny targa


A na zagonie
za pługiem
białe i czarne ptaki wydziobują
tłuste larwy szepczących owadów
z lśniącej ziemi
odwracanej pacierz za pacierzem

Wiesław Fałkowski falko, 22-03-2018


środa, 14 marca 2018

Polskość

falko

Polskość

jawa snem pachnie
sen jawą
mieszają się zapachy codzienności
czuję je nie tak bardzo dotkliwie
od kiedy częściej otwieram umysł
i dokładnie wietrzę

przestałem słuchać polityków
oglądać polskie komedie
filmy psychologiczne
i publicystykę w tylewizorze

nie przestałem myśleć o przyszłości
chyboczą się drzewa mojej wyobraźni
jestem daleko
już w jutrze co nadejść miało
ale kto to wie 
kiedy nadejdzie

ciągle 
czekam na dzień
kiedy nastąpi zbieg zdarzeń
którego noc nie zdoła rozerwać na strzępy
i rano nie będę musiał
cerować i zszywać kapoty okryj-biedy
rwącymi się coraz częściej 
nićmi intelektu

na skutek usterek technicznych
i dziwnym zrządzeniem przekornego losu
lepsze jutro zostało odwołane

nie mam pewności
czy mój bilet (wilczy)
nie straci całkowicie ważności

oszczędźcie mnie 
producenci iluzji
specjaliści od social mediów
wróżbici wspaniałej przyszłości
i wszyscy święci

ja tak potrzebuję spokoju
bałtyckiej plaży piaszczystej
kamienistej drogi
cienia rozłożystego drzewa
biało-czerwonej flagi
i dobrze zmrożonej
polskiej wódki

Wiesław Fałkowski falko, 14-03-2018

sobota, 10 marca 2018

Herezjarcha

falko
Herezjarcha
pozbawiony wiary
czekam niecierpliwie
na wyklęcie

heretyk w twoim kościele
kobieto
matko naszych dzieci
witaj w niebie
witaj w piekle poeto

Wiesław Fałkowski

poniedziałek, 26 lutego 2018

Garść gorzkich migdałów

falko

Garść gorzkich migdałów

idąc spać
nie nastawiłem zegarka
obudziło mnie pragnienie
sięgnąłem po butelkę z wodą
upiłem kilka łyków
wstałem umyłem zęby
ogoliłem się wziąłem prysznic

ubrałem się i zszedłem do kuchni
zaparzyłem kawę w stalowej kawiarce
podgrzewanej na gazie
aromat pobudzał zmysły
namawiał do myślenia

do miseczki wsypałem garść migdałów
(uwielbiam kiedy ich gorycz
miesza się z miętowym posmakiem
pasty do zębów)
spojrzałem na zegarek
było jeszcze wcześnie
w domu nie było słychać żadnych odgłosów

przeszedłem do pokoju obok
na półce znalazłem płytę
z francuskimi piosenkami
zacząłem słuchać
cicho by nie zmącić porannej ciszy
wewnętrznego spokoju
i mgły za oknem

usiadłem wygodnie w fotelu
kawa nadal pachniała kusząco
upiłem łyk potem drugi

sięgnąłem po książkę Herberta
leżała otwarta
na stoliku obok fotela
zacząłem czytać

kim jest pan Cogito
każdy ma takiego Cogito
jakiego sobie wymyśli
pomyślałem

wtedy usłyszałem jej kroki
schodziła po schodach
(ona szła powoli a moje serce szybko)
pachniała jeszcze snem
uśmiechnęła się tajemniczo
jakby już wiedziała że ją pokochałem

zakochać kochać pokochać
odmieniałem w myślach
czy to w ogóle jest możliwe
w tym moim oksymoronicznym biegu
“do ciemnego kresu po złote runo nicości”

ciekawe co o tym myśli
pan Cogito

Wiesław Fałkowski, 26-02-2018

poniedziałek, 12 lutego 2018

Obłok Magellana


Milosav Druckmuller (Brno University of Technology)


Obłok Magellana

długo szedł

stanął na górze
droga skończyła się
i dalej iść już się nie dało
słyszał kiedyś cichy szept o tym
że droga czas i wszechświat
są nieskończone
i że zawsze trzeba dokądś zmierzać
bezustannie

cóż to za góra
– pomyślał Skórzybut
pagórek zaledwie
jednak trwało
nim wspinając się mozolnie
dotarł tutaj
na sam koniec drogi

siadając
na zwalonym przez burzę pniu
popatrzył wokół

a tu niebo nad nim
chmury tak blisko nad głową
nosem by je wciągnął

i jeziora błękitne
odbijają się w oczach
przeciekają
spływają
kroplami po policzkach
do ust

i trawa zielona na zboczu
(Skórzybut łapczywie wciąga powietrze kilka razy)
zapach więdnącej miesza się
z tajemniczym zapachem
nadchodzącego zmierzchu

cienie coraz dłuższe i dłuższe
uciekają
słońce zachodzi

Skórzybut leży zapatrzony w gwiazdy
atrament granatowy
powoli wypełnia jego umysł

marzy o podróży nieodbytej
do Obłoku Magellana


Wiesław Fałkowski falko,12-02-2018




niedziela, 11 lutego 2018

Frida – Autoportret z małpą –1940


Frida

przedmiot czy podmiot
obiekt czy obserwator

w ramionach żądzy i pragnień
czy bezpiecznej pieszczoty

na szyi wstęga
zawiązana w kokardę

atrybut dziewczęcej niewinności
czy pętla?

Wiesław Fałkowski falko, 08-02-2018
obraz: Frida Kahlo, Autoportret z małpą –1940

środa, 7 lutego 2018

Absorptio z cyklu: Obrazy nienamalowane, obraz III

falko
Absorptio
z cyklu: Obrazy nienamalowane, obraz III

myślę
o tym obrazie
przede mną
obok
za mną

zbyt szary
mało transparentny
(takie modne słowo)
nieoczywisty

szukam oparcia
patrząc uważnie
ale nie ma

abstrakcja
czysta forma
treść zagubiona
nieodgadniona

jednak pochłania mnie
bez reszty
więzi
zaprząta umysł
obezwładnia
nie pozwala odejść bezkarnie

rozpuszczam się jak cukier w kawie

może gdyby był namalowany
byłoby inaczej


Wiesław Fałkowski falko, 07-02-2018

sobota, 3 lutego 2018

Te łzy trzeba wypłakać – piosenka Remi&Falko

Mija właśnie rocznica współpracy autorskiej w ramach projektu Remi&Falko. Szykuje sie koncert w Anglii z tej okazji. Wszystkich serdecznie zapraszam. Informacje znajdziecie tu:
https://www.facebook.com/events/144822256203929/
Rocznica rocznicą, ale pracować trzeba dalej. Dzisiaj przedstawiam nową piosenkę. 
Trochę smutna, ale mam nadzieje, ze sie wam spodoba. Poniżej wiersz, który jest jeszcze smutniejszy. To on był pretekstem do napisania piosenki.
Te łzy trzeba wypłakać
wszystkie słowa pocieszenia
rozsypują się nagle
jak grudki ziemi wybieranej
z głęboko kopanego grobu
te łzy trzeba wypłakać
trzeba płakać do ostatniej łzy
aż oczy staną się suche od płaczu
łkać trzeba do samego końca
wypłakać wszystkie łzy
wtedy dopiero
można śmiać się
cieszyć się w pełni
każdą chwilą
każdym dniem
każdą cząstką duszy
każdym atomem ciała
wchłaniać unoszące się
jak poranna mgła po deszczu
zgłoski radości
by potem znowu płakać
gdy słowa pocieszenia
jak grudki ziemi kolejny raz
zadudnią o wieko trumny
falko, 2016

niedziela, 21 stycznia 2018

Kolorowe sukienki

Obraz - olej na płótnie, Dorota Górczyńska-Bacik

Kolorowe sukienki

powiedz miły
w której sukni mam
na twoim pogrzebie
zatańczyć

czy w tej zielonej
co miałam ją wiosną na sobie
kiedy młode pędy winorośli
szukały
razem z nami
namiętności w słońcu

czy
w tej złotej
co brałeś mnie w ramiona
w łanach żyta
pieściliśmy się skrycie

a może w tej niebieskiej
z chabrów tkanej
co ją latem
dla ciebie włożyłam
kiedy boso szliśmy
przez wieś
w niedzielę do kościoła
trzymając się za ręce

a wiesz
mam jeszcze tę szarą
pamiętasz
napisałeś wtedy wiersz dla mnie
a ja płakałam
bo myślałam że dla innej piszesz
a ty spojrzałeś w oczy
i pocałowałeś

a czarną żałobną

nie
tę czerwoną włożę
w niej dla ciebie zatańczę
pamiętam
powiedziałeś kocham
dałeś mi wtedy
kwiat
ze skórek pomarańczy

Wiesław Fałkowski, 20-01-2018

niedziela, 7 stycznia 2018

Kwiaty pomarańczy

falko
Kwiaty pomarańczy

w gajach
na zboczach
białe kwiaty pomarańczy
sypią płatkami jak śniegiem
który przecież
na Costa Blanca nigdy nie pada

później
w gorącym słońcu Andaluzji 
dojrzewają dorodne owoce

uczucia dojrzewają tak samo jak pomarańcze
potrzeba im
namiętności lata i oziębłości zimy
orzeźwienia nocy i blasku dnia
światła i cienia

tak
ludzie dojrzewają jak pomarańcze
choć chętnie skrywają się w cieniu
rosnących wokół żywotników
chroniących ogrody przed wiatrem
duszę przed melancholią

Wiesław Fałkowski falko, 04-01-2018







Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...