piątek, 30 września 2016

Zamknij oczy poeto

falko


Zamknij oczy poeto

Zamknij oczy na chwilę.
Nic nie widzisz?
Nie widzę.
Otwórz teraz.
Czy świat zginął w tej jednej chwili?
Nie ma już nic?
Czy tylko tobie przez ułamek wieczności zdawało się,
że świata już nie ma, miłości nie ma, nadzieja umarła
spowita mrokiem chwilowej ślepoty?
Czy z tobą, czy bez ciebie - świat ciągle istnieje.
Tak będzie do końca czasu.

Ale z tobą, poeto, świat jest o wiele piękniejszy.
Ty bowiem posiadasz ten wyjątkowo delikatny,
metafizyczny i zarazem czuły na impulsy zewnętrzne
wewnętrzny instrument,
który służy do tworzenia wzruszeń.
Do pisania wierszy.
Otwórz oczy.
Nie zamykaj.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

poniedziałek, 26 września 2016

Kołysanka wierzby rosochatej

falko

Kołysanka wierzby rosochatej

Szła dziewczyna
wzdłuż miedzy
żyto w polu żąć.

Zawiniątko niosła,
zostawiła je pod miedzą -
tam gdzie wierzba rosochata.
Płacząc - dalej szła.

Wierzba nad becikiem
warkocze rozplotła.
Cieniem otuliła.
Kołysankę zaszumiała:

Matulu, matulu –
synka nie zostawiaj
utulaj, przytulaj,
bo go czarownice
straszliwe lisice
chcą stąd brać.

Nie płacz dziewczyno.
Przytul zawiniątko.
Jeszcze los odmienisz,
synka wychowasz

do domu powrócisz.

A na polnej miedzy
kwiaty kolorowe
porozsiewa wiatr.

Wiesław falko Fałkowski, 2016
Siedem stopni miłości, © Wiesław Fałkowski, Redakcja - Janina Sikorska, Druk i oprawa: Manufaktura Poligraficzna KOLORODRUK
2017

ISBN 978-83-944724-0-5

sobota, 24 września 2016

Irytujący brak równowagi

falko





Irytujący brak równowagi


A jeżeli ten cały świat, to całe życie to tylko imaginacja?
Wymysł wrzaskliwego idioty albo wiejskiego głupka,
co do trzech zliczyć nie potrafił, a jednak licząc krowie placki na łące,
przez zwykły przypadek odkrył niesprawiedliwość
i irytujący brak równowagi szczęść i nieszczęść we wszechświecie.

Dlatego tak bardzo ludzka to rzecz patrzeć przed siebie i szukać znaku,
że będzie dobrze i wszystko może się zdarzyć,
i że będziemy jeszcze szczęśliwi.

Tak samo patrzeć za siebie, w głąb nieprzeniknionej otchłani,
gdzie jak w czarnej dziurze za horyzontem zdarzeń
giną nabrzmiałe od płaczu wspomnienia wessane do jądra niepamięci,
zmiażdżone grawitacją grzechów niechybnie popełnionych
i szukać tam - w kosmosie, śladów szczęść dawno zapomnianych.

Ludzka to rzecz po zielonych łąkach wzgórz szczęśliwych gonić białe koźlęta,
grzeszyć do utraty tchu, a potem z ciekawością czekać co sąd ostateczny przyniesie:
potępienie, rozgrzeszenie czy żal.

Później, kiedy wszystko się już wyjaśni,
mroczna noc krzykiem a dzień ciszą nas będzie wołał
i pętla zakrzywionego czasu zaciśnie się na naszej szyi,
to wtedy ludzką rzeczą będzie powiedzieć - Niczego nie żałuję.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

czwartek, 22 września 2016

Rdzewieją zimne kaloryfery

falko




















Rdzewieją zimne kaloryfery

Czekałem na ciebie.
Wciąż jeszcze czekam.
W strugach jesiennego deszczu.
Mam stan podgorączkowy.
Atmosferyczne ciśnienie spada,
a chemiczna mieszanina
deszczu i łez
spływa po twarzy
w symbiozie smutku i nadziei.
Nikt ich nie rozdzieli.
Być może to wilgoć sprawia,
że rdzewieją zimne kaloryfery,
a ja nie wiem
czy to początek,
czy to już koniec
naszej namiętnej miłości,
co na głowie postawiła całą poezję świata.
Może warto było?
I nie mów,
że wszystko ci jedno.

Wiesław Fałkowski, 2016

wtorek, 20 września 2016

Pamiętaj Kolombino

falko
Pamiętaj Kolombino

Kiedy milknie płacz,
szybko wysychają łzy.
Zaczynają się żarty i dowcipy.
Proszę Cię,
zalotna Kolombino
nie budź jeszcze Arlekina.
Niech słodko śpi.
Nie śmiej się z jego miłości.
Nie udawaj, nie mów,
że ciągle go kochasz.

Wyrwany gwałtownie ze snu
będzie płakał jak dziecko
porzucone choćby na chwilę.
Z tęsknoty, ze strachu, z bezradności,
zanim przypomni sobie
kim jest na jawie,
nim zacznie się śmiać,
głośno opowiadać dowcipy.

Pamiętaj Kolombino -
łzy błazna nie wysychają wcale.
Arlekin się śmieje, bo wie.
Dobrze wie kiedy kończy,
a kiedy zaczyna się miłość.

Wiesław falko Fałkowski, 2016

czwartek, 15 września 2016

Gonić kormorany

falko




Gonić kormorany



Zacząłem tego lata gonić słowa
po łąkach, wiejskich ogrodach,
polnych drogach, parowach,
na skwerze, koło fontanny,
na placu, pod pomnikiem,
nawet po piaszczystej plaży,
gdzie słychać je było wyraźnie,
i w krzyku rybitwy, i w szumie fal.
Pies szczekał w oddali.

Przez całe lato - od wiosny
rozsypywałem garściami zgłoski,
czekałem, aż słowa nadlecą, przysiądą.
Łapałem je myślami, rzucałem na białe kartki,
jak ptasznik ptaszki do klatki.
Potem plotłem z nich wiersze,
tak, jak z kwiatów zrywanych na łące
plecie się wianki.
Z kwiecistych słów składałem strofy,
jak z kwiatów składa wiązanki.

Goniłem słowa tego lata,
jak kormorany w starej piosence.
Sznur słów splątał się we mgle
z rymem, rytmem i dźwiękiem.
A kormorany?
One jak zapomniane słowa -
odleciały i nie powrócą tu więcej?

Wiesław falko Fałkowski, lato 2016

sobota, 10 września 2016

Harmonia

falko


Harmonia
Aaron Fagan
przetłumaczył z angielskiego Wiesław falko Fałkowski


Syzyf stawia się każdego ranka,
Musi stawiać czoło górze przez cały dzień,
Przez całą piekielną wieczność, a nocą,
Nie osiągnąwszy szczytu,
Znowu wraca powoli do podnóża skały
Skąd ruszał i patrzy, jak mu się zdaje
Świeżym okiem,
Stara się dostrzec dlaczego znowu
Wszystko kolejny raz poszło nie tak, później
W mieście siada przy barze, chłodzi skrwawione dłonie
O whisky z lodem,
Wytycza nowe ścieżki,
Na serwetce, wewnątrz mokrego kręgu
Po wilgotnej szklance, jeszcze raz,
Drżącymi rękoma wyznacza
Absurdalnie długą trasę, jeszcze raz, a jeśli to nie mapa,
Można by pomyśleć, że to opowiedziana historia,
Albo kawałek nagiej prawdy
O cierpliwości w obliczu śmierci,
Z całym jej dobytkiem,
Wszystkimi atrybutami.

Aaron Fagan. Originally published in Poem-a-Day on September 8, 2016, by the Academy of American Poets.

piątek, 9 września 2016

Szarańcza niech zdycha

falko


Szarańcza niech zdycha

kiedy spodziewane
wieszczone od zarania
nadejdzie jutro
kiedy nadejdzie koniec świata
taki prawdziwy koniec świata
ze wszystkimi jego atrybutami
i kiedy będzie już ta siódma pieczęć złamana
ogień rozpalony
ocean wzburzony
wino w wodę
a gwiazda w ciemność
szarańcza niech zdycha
wojna nieodbyta
śmierć niespełniona
to daj sobie człowieku spokój
to daj sobie spokój z tymi
wszystkimi metafizycznymi frazesami
uciekaj jak się da
uciekaj jak najdalej
może da się uniknąć
zbawienia wiecznego


Wiesław Fałkowski falko, 2016

wtorek, 6 września 2016

Mysz - jesienny gość w naszym domu

falko

Mysz - jesienny gość w naszym domu


Ptaki zerwały się nagle. 
Niespodziewanie odleciały.
Nadeszła jesień.
Zostaliśmy sami
na długie jesienne wieczory.
Chociaż nie, nie,
mysz przyszła do domu.
Siedzi w kącie skulona,
odwraca się,
rozgląda.
Pewnie jej się wydaje,
że nie jest potrzebna nikomu.
Być może takiej myszy
to nikt specjalnie nie lubi,
ale może jednak dobrze,
że gdy tak cicho i cicho sza,
przy kominku jakiś szmer,
w kącie jakiś szelest,
w kuchni jakieś szuranie
słychać i wyraźne chrupanie
nasionek znalezionych
w szparach na podłodze, 
wykruszonych z chleba.
Może nam w tej jesiennej ciszy
takiej odrobiny szurania
potrzeba?

Wiesław falko Fałkowski, 2016


niedziela, 4 września 2016

Wściekłe Psy

falko

















Wściekłe Psy

Wychodzę na chwilę.
Kupić gazetę codzienną.
Co dnia.
Ja wiem, że w dobie internetu
i nadmiaru informacji,
tak zwanych z ostatniej chwili,
kupowanie gazety codziennej wydaje się być cokolwiek anachroniczne.
No cóż, tak mi zostało po ojcu.
Kupuję w kiosku gazetę codzienną.
Wydrukowaną na papierze.
Czytam rano.
No wiem już przecież co tam jest napisane.
Ale przyjemności czytania nie pozwalam sobie odebrać.

Po południu jest jednak gorzej.
Dawno nie ma już tak zwanych popołudniówek,
Dzienników Wieczornych,
Ekspresów Wieczornych,
Afternoon,
Washington Evening Star,
Echa Dnia
albo tam jeszcze innych.
Kto to pamięta?
Kto to pamięta?

Dlatego wieczorami
wychodzę na chwilę tylko,
na chwilę tylko,
żeby zaczerpnąć powietrza,
no i oczywiście najświeższych wiadomości.

W zaprzyjaźnionej knajpie
siadam przy szynkwasie
z nieposkromioną żądzą
poznania bieżących zdarzeń.
Wtedy niespodziewanie
atakują mnie ze wszystkich stron
Wściekłe Psy.
Poskromienie ich zajmuje mi zazwyczaj
dwie, czasami trzy godziny.
Poskromienie Wściekłego Psa
w gruncie rzeczy nie jest takie trudne.
Trzeba go przekonać, że nie jesteśmy wrogami.
Stoimy przecież po tej samej stronie baru.
Potem psa głaskać trzeba delikatnie wzrokiem.
Aż tabasco nad sokiem malinowym
zacznie się rozpływać, rozcieńczać, rozzuchwalać.
Znak to, że psa trzeba chwycić
i obłaskawić ostatecznie.
Jednym łykiem.
Jednym pociągnięciem.
Wódka, sok malinowy, tabasco.
Wszystko dobrze schłodzone.
Pies czekał na taką okazję.
Rzuca mi się do gardła.

Ach, nie sposób w krótkich słowach
opisać jaka to przyjemność obłaskawiać Wściekłego Psa!
Może kiedyś napiszę o ty poemat?

Wiesław falko Fałkowski, 2016

sobota, 3 września 2016

Późnoletnia rymowanka, a może wczesnojesienna...

falko


Późnoletnia rymowanka,
a może wczesnojesienna...

Jesień dzisiaj przyszła
w letni płaszcz ubrana.
Jakby zamyślona,
jakby zakochana.
Kto Jesieni wiatrem
drzewa smagać wzbrania?
Milczy, jest nieśmiała.
Uśmiech tajemniczy.
Jesień z Babim Latem
w tym roku się liczy.


Przypadło do serca
to Lato Jesieni!
Będą tego skutki!
Zimnym deszczem płakać
przecież nie wypada,
gdy flirt z Babim Latem
rozpromienia smutki.
No i dziwna para
we wrzosach pod lasem
do tańca się składa!


Tańczą.
We wrzosach.
Tańczą.
Na ścierniskach.
A w Panny rudych włosach
złotem Lato błyska.
Tańczą.
Na miedzy, przy drodze,
we wsi za stodołą.
Tańczą.
Gdzie na jednej nodze
dwa strachy na wróble
osłupiałe stoją.


Co dobrego być może
z takiego kochania?
W gnieździe na dachu
wciąż widać bociana,
gęsi nie odlecą,
sikorki nie wrócą
i zima musi czekać,
aż się kochankowie
na dobre pokłócą!


Wielu mi znajomych dzisiaj powiedziało,
że chcą, bez względu na to co się będzie działo,
by ów romans Lata i Jesieni, ich taniec radosny
trwał sobie nieprzerwanie do samiutkiej Wiosny!

Wiesław falko Fałkowski, późne lato/wczesna jesień 2016

czwartek, 1 września 2016

Bez zbędnych formalności

falko


Bez zbędnych formalności

Powrócę.
Jeszcze tylko zatańczę z żywiołem,
jeszcze tylko nieporadnie
pozbieram okruchy pamięci
rozwiane przez sztormy,
zmoczone przez fale.

Jeszcze tylko zbuduję tratwę
i przeprawię się do Itaki.
Powrócę.

A ty szybko pozbieraj
między ścierkami w kuchni
porozrzucane wspomnienia.
Czekaj jeszcze.
Ja wrócę,
pewnie nagi,
odarty z wiary,
z nadziei odarty.
Tęsknię.

Nie będzie żadnych zbędnych formalności.
Nie mam pamięci do imion, Penelopo.
Kończysz tkać szatę dla mnie,
czy dopiero zaczynasz?

Wiesław falko Fałkowski, 2016

Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...