wtorek, 18 czerwca 2019

Rozmowy z królikiem “Oto człowiek” (J 19, 5)

falko
Rozmowy z królikiem
“Oto człowiek” (J 19, 5)

Niedzielny ranek,
dzwon słyszę w kościele:
znak – świat jeszcze istnieje.
A Królik przy śniadaniu, z klatki,
a tak, jakby z ambony

– Pamiętasz o co zapytał Piłat Jezusa?
Co to jest prawda?
Czy warto jest być dobrym?
Jezus milczał. 
Ukrzyżowan za to, że był nie królem,
lecz dobrym człowiekiem.
No i poniekąd za innych grzechy.
Czy wina trwa w ludzkiej dobroci?
Nie oddzielisz grzechu od kary,
choćbyś gorliwie umył ręce.
A pomyślałeś, jak wyglądałby świat,
gdyby Piłat posłuchał wówczas swojej żony?

Królik zamilkł.
A ja w myślach zadałem sobie pytanie
– Jak pozostać człowiekiem.
będąc uwikłanym w boskie plany?

Wiesław Fałkowski, HH, maj 2019

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Poezja

falko



















Poezja

tamtej wiosny
zdawało mi się
że jestem poetą

na marginesach książek
kwitły żółte żonkile
i różowe hiacynty

pisałem wiersze z żalu 
kwiaty tak szybko więdły
mijał dzień za dniem
świat nie był tak piękny ani kolorowy
jak w folderach biur podróży
oferujących spełnianie marzeń
za niewielką utratę złudzeń
a ja pisałem wiersze
w których nikt nie odróżniał
co jest szczerą prawdą prosto z serca
co fałszerstwem przebiegłego rozumu

ślepnę
nadal piszę wiersze
choć wcale nie jestem pewien
czy kiedykolwiek byłem poetą

widzę mniej wyraźnie
zacierają się kontury 
rzeczy imion myśli
im mniej widzę 
tym obraz świata jest bardziej prawdziwy
a ja mam wreszcie odwagę mówić tylko prawdę
(może to tylko kwestia wiary
że prawda jednak istnieje
i że i tak nikt tego nie zbada)

fałsz i prawda gęstnieją
stają się namacalne

kiedy całkiem oślepnę 
odczytam opuszkami palców
że świata tak naprawdę nie ma
i nigdy nie było 
ani łąk pachnących 
ani dzikich plaż
nikt nie układał kwiatów ze skórek pomarańczy
nie było ciebie ani mnie
ani radosnych dni 
ani nocy

z żalu nieistnienia
pomyślę wtedy mój ostatni wiersz
i nigdy go już nie napiszę

Wiesław Fałkowski, HH, kwiecień 2019

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Czerwony ślad – dwugłos: Kruszewska – Fałkowski

Wiesław Fałkowski do Kształty słów - zajrzyj tu, napisz coś.
Moja dzisiejsza Mistrzyni Inka Iwonna Kruszewska
Inka Kruszewska - Czerwienią
rzekomo już
nie chcesz kobiet
na szpilkach
tak pięknie
przechadzają się
obok
nie są głupie
wspinają się ponad głowy
oddychając lepszym powietrzem
czujesz ten podmuch
wywraca twoje
życie do góry
nogami
**********************************************
przecież wiesz
kiedy mówię -
nie tęsknię wcale -
mrużę oczy
i mruczę
jak kot w butach
gdy kłamie
chodzisz mi po głowie
wdrapujesz po ramionach
by być bliżej słońca
pozwalam
i upajam zapachem
to ma sens
chociaż przenicowało
na lewą stronę
całą poezję świata
a na policzku
został czerwony ślad
twojej szminki
Wiesław Fałkowski - Czerwony ślad

Ojczenasz

falko


Ojczenasz

chleb
powszednieje
wczoraj dzisiaj jutro

chleb i
czerwone wino
karmi ciało
sobą i krwią

umysł syci myśl
że może jesteś
odpuść winy
teraz

chleb i
grzech i
odpuszczenie
powszednieją w królestwie

wino i
krew
poplamią płachtę wyobraźni
w godzinę śmierci

Wiesław Fałkowski, HH, kwiecień 2019

niedziela, 14 kwietnia 2019

Rozmowy z Królikiem – Żaba

falko


Rozmowy z Królikiem
Żaba


Wiedziałem, że kiedyś wróci,
a jednak była to miła niespodzianka.
Przyzwyczaiłem się już do tego, że klatka pusta.
On tymczasem wrócił i siedział jakby nigdy nic.
Zamyślony, wpatrzony w zielone jabłko.
Nie odważyłem się o cokolwiek pytać.
Królik też nie miał zamiaru o czymkolwiek gadać.
I tak milczeliśmy o różnych sprawach przez jakiś czas.

– Czy słyszałeś o tej żabie? – spytał i swoim zwyczajem,
nie czekając na odpowiedź, zaczął mówić
– Żabie udka (podobnie jak stifado z królika)
uchodzą w pewnych regionach za przysmak.
To na marginesie, bo opowieść nie jest o tym.
Żaba w garnku,
a pod garnkiem płonie ogień.
Ciepło, mokro i przyjemnie.
Czy coś więcej trzeba żabie?
Nie wyskoczy, nie wyskoczy.
Skacze ten, kto widzi płomień.

Królik zamilkł.
Łypnął na mnie z wyraźnym znakiem zapytania w oku.
– Ten cholerny Królik,
jak zwykle ma cholerną rację – pomyślałem.
– Może nie muszę od razu skakać na koniec świata?
Może zacznę od tego, że wyskoczę na drugą stronę ulicy?
Do sklepu monopolowego.

Wiesław Fałkowski, HH, kwiecień 2019

niedziela, 31 marca 2019

Rozmowy z Królikiem Wariant karciany – poker

falko
Rozmowy z Królikiem
Wariant karciany – poker
Nie ma Królika.
Klatka pusta dzisiaj.
Zostawił kartkę:
– Jestem daleko, nie pytaj.
Możesz zjeść marchewkę,
która na górnej półce w lodówce.
Zostawiam ci też talię kart.
Graj w pokera, chociaż chcę cię przestrzec,
że nigdy, nikomu nie udało się wygrać z samym sobą.
Każdy gracz jest przegrany,
zanim karty rozdane.
Ten wariant karciany smutny,
kiedy walet patrzy na damy wyniosłe oblicze.
Jeden dzień został,
ni mniej, ni więcej.
Gra zdaje się być skończona,
nim stała się przyjemnością.
Po wiście z lewej ręki
następuje rychło koniec zdarzeń.
Droga do wieczności zamknięta.
Nie ma zakazów i nakazów,
zostały tylko,
może zbyt przedwcześnie
i może zbyt powszechnie rozpowszechniane,
informacje o nadejściu lepszego jutra.
As w rękawie szczeka wzgardliwie
(choć nie wiadomo dokładnie,
czy szczekania chrapliwość
uznać można na wzgardę).
A kareta z królami nie pojedzie już dalej,
wszak to już ostatni przystanek.
Blotki zbierają drobne
rozrzucone przypadkowo
na zielonym suknie stolika.
Wieczność jest przereklamowana.
Może jednak warto postawić ostatni grosz
parzący pustą kieszeń,
na ten jeden dzień,
ostatni, który został?
Króliku, gdziekolwiek jesteś – wracaj.
Wieje silny wiatr od morza.
W telewizorze oznajmią,
że niewytłumaczalnie zwiększyła się
liczba samobójstw wśród
starzejących się facetów.
Wiesław Fałkowski, HH, marzec 2019

niedziela, 13 stycznia 2019

Rozmowy z Królikiem Żona Lota

falko
Rozmowy z Królikiem
Żona Lota

– Choć mam dopiero siedem lat, mój koniec jest już bliski.
Króliki żyją tylko dziewięć i nic tego nie zmieni.

Królik zaczyna swoje opowieści takim, albo innym, 
równie przygnębiającym wstępem zawsze,
kiedy jest w podłym nastroju. 
Może to kwestia zmian klimatu,
braku światła słonecznego
i podwyższonej wilgotności powietrza?

– Rzecz działa się wtedy,
gdy Bóg miał jeszcze czas
i osobiście gadał z ludźmi.
Złych karał okrutnie – sam, albo przez anioły.
Trafił, może przypadkiem, do Sodomy i Gomory.
Jednego znalazł tam sprawiedliwego
wśród tysięcy grzeszników,
a chciał znaleźć dziesięciu.
Ten uszedł z życiem, zabrał trzy kobiety.
Żona, roztargniona, czegoś zapomniała
i spojrzała za siebie, może chciała wrócić?
Patrząc w stronę miasta do dzisiaj tam stoi,
zamieniona przez Boga w słup kamiennej soli.

Królik, dostrzegł zielony listek sałaty,
odwrócił się plecami i na krawędzi swojego kosmosu
rozpoczął z apetytem zajadać śniadanie.

– Królik, zdaje mi się, nie jest taki głupi.
Znowu opowieść nie całkiem skończona.
Nie chciał, być może, powiedzieć co działo się potem:
ten jeden sprawiedliwy, choć bez żony,
spłodził kazirodczych synów,
prawda – wbrew swej woli,
z których wyrosły wojownicze narody.
Walczyli, godzili się, czasem zabijali
i nawzajem sobie przynosili dary:
owce, woły, kozy, oliwę i młode niewolnice.
A żona? Jak stała, tak stoi. 
Zapatrzona w przeszłość.
Zwrócona plecami.

Wiesław Fałkowski, HH, styczeń 2019

czwartek, 10 stycznia 2019

Rozmowy z Królikiem Sen

falko
Rozmowy z Królikiem
Sen

– Długo spałeś –
powiedział z wyczuwalnym wyrzutem Królik.
– Ty sobie śpisz, a ja zgłodniałem.

– Spałem długo, bo miałem sen –
odpowiedziałem i przywołałem obrazy
wyśnione ostatniej nocy.
– Urodziłem się, 
choć było to zakazane.
Moją kołyską był koszyk; 
kołysały mnie fale.
Rzeka płynęła leniwie;
cień dawało sitowie.
Była też dziewczyna;
obmywała ciało
w przezroczystej wodzie…

Tu przerwałem opowieść,
bo Królik stracił zainteresowanie,
pochłonięty chrupaniem soczystej marchewki.

– Głupi poeta – pomyślał Królik.
– Śniło mu się, że jest Mojżeszem.
Pewnie naczytał się przed spaniem Starego Testamentu.
Dobrze, że zamilkł, bo musiałbym słuchać,
jak suchą nogą przeszedł przez morze.
Lepiej, żeby dzisiaj nie czytał Nowej Biblii,
bo jutro opowie, jak go w nocy ukrzyżowali.
A wcale nie wygląda na Żyda.

Wiesław Fałkowski, HH, styczeń 2019

środa, 9 stycznia 2019

Epitafium dla Nadziei Rękopis znaleziony za szafą

falko
Epitafium dla Nadziei
Rękopis znaleziony za szafą

***
Wczoraj nad ranem umarła Nadzieja Ostatnia.

Pogrzeb odbył się w jej rodzinnym, małym miasteczku D. na cmentarzu parafialnym. Grabarz miejsce na grób znalazł ostatnie, tuż pod płotem. Przyszło niewiele osób. Bowiem niewiele osób w miasteczku D. znało osobiście Nadzieję.

Oczywiście słyszeli o niej niemało, czytali w miejscowej gazecie. Wielu widziało nawet film o Nadziei nakręcony przez reżysera rosyjskiego pochodzenia. Tenże reżyser nie zrobił zresztą oszałamiającej kariery. Jak mówili znawcy kina, kiedy skręcił Nadzieję – stracił nadzieję, rozpił się i skończył w niemieckojęzycznych mediach jako pismak gorszego sortu.

Kiedy grabarz formował kopczyk na grobie z grudek zmarzniętego piasku, jegomość w przyciasnym palcie zapytał: – Ludzie, na co to była Nadzieja?

Przysadzista kobieta w czarnym płaszczu z kołnierzem zrobionym ze zwierzęcia, spojrzała na jegomościa tak, jakby chciała przewrócić go wzrokiem: – Panie, co się pan głupio pytasz. To była Nadzieja Ostatnia Na Lepsze Jutro. I wie pan co? Wie pan co? Już drugiej takiej tu nie będzie! – niemal zawyła z rozpaczy, a po jej policzku spłynęła łza.

W małym miasteczku D. od wielu lat, codziennie umierała jakaś Nadzieja. Ale w umysłach mieszkańców rodziła się zaraz następna. Widzieli Nadzieję w miejscowych politykach; w planie zagospodarowania przestrzennego; w nowej fontannie na rynku; w parku; w fabryce hulajnóg; w szpitalu miejskim i nowo wybudowanym krematorium oraz w miejscowej rzeźni, gdzie dokonywano rytualnego uboju zwierząt hodowlanych.

Nawet burmistrz widział Nadzieję dla siebie i swojej licznej rodziny w następnej wieloletniej kadencji.

Los chciał jednak inaczej. Niespodziewanie, nieodwracalnie, nie pytając nikogo o pozwolenie, odeszła po cichutku Nadzieja Ostatnia w mieście D. 
Mieszkańcy, pogrążeni w smutku masowo zaczęli opuszczać miasto via tymczasowy dworzec kolejowy i wyjeżdżali na wschód. Do stolicy. Tam podobno widziano jeszcze niedawno jakąś Nadzieję. Może już, nie taką na lepsze jutro, ale może chociaż taką – na spokojne dzisiaj.

Wiesław Fałkowski, styczeń 2018

sobota, 5 stycznia 2019

Rozmowy z Królikiem (Opowieść pierwsza: Waszti)

falko


Rozmowy z Królikiem
(Opowieść pierwsza: Waszti)


– Sądzę, że znasz tę opowieść?

Spytał Królik i nie czekając na odpowiedź
(widać uznał, że to nieważne, czy znam czy nie),
zaczął mówić:

– Babilon nie śpi,
imperium powoli znika,
zacierają się granice.
Sypie się kamień z kamienia
i most budowany z papirusu i lnu.
Nikt nie będzie pamiętał króla,
co trzysta batów wymierzył morzu.

Królik przerwał na chwilę,
popatrzył na mnie, jakby sprawdzając,
czy ten pompatyczny nieco opis
przyciągnął moją uwagę.
Widać uznał, że tak,
bo pociągnął opowieść dalej:

– Po cóż katować wodę żelazem rozpalonym
i ścinać głowy wymierzając karę,
przecież to tylko zamulona struga,
którą Król Narodów
przeszedł jednym krokiem.
Niezwyciężony,
choć wielokroć pokonany,
powrócił do domu w blasku płonących miast.
Każdy z satrapów składał mu hołd,
Królowi Królów,
władcy połowy świata.
Wszyscy pili wino
na jego chwałę,
każdy wedle swojej miary
wznosił złote puchary.

Tu Królik zamilkł
i zaczął chrupać jabłko,
– Głupi Królik – pomyślałem
– zapomniał, że w tym samym czasie,
kiedy wszyscy oddając cześć,
pili wino z Królem,
Królowa poszła na imprezę z koleżankami
i dzięki temu, to ona właśnie,
przeszła do historii jako nieusłuchana żona.


Wiesław Fałkowski, HH, grudzień 2018

“Bo wieść o postępku królowej rozejdzie się i dotrze do wszystkich kobiet, i zaczną pogardzać swoimi mężami, i powiedzą: Król kazał przyprowadzić królową Waszti przed swoje oblicze, a ona nie przyszła.” Księga Estery

Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów

  Kiedy poeta nienawidzi siebie za radość z widoku martwych wrogów ty wiesz jak ja siebie teraz nienawidzę za tę radość na widok zabijania  ...